INTERWENCJE

Aktualne oferty psów przeznaczonych do adopcji:

PSY DO ADOPCJI

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogaduszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogaduszki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lutego 2015

Sterylizacja aborcyjna

polega na usunięciu macicy wraz z płodami, które się tam znajdują. Maluchy odchodzą nie czując tego. zasypiają . Niektórzy lekarze nie wykonują tego zabiegu jeśli ciąża jest wysoka ( kilka dni , przed porodem) . Ja jestem zdecydowaną zwolenniczka tego aktu . Po pierwsze nie naraża się suki na ból porodu  i rozstania z młodymi.Nie ma szansy na nawiązanie więzi. Sunia nie jest świadoma straty .
Już mam dosyć wożenia ślepych miotów do usypiania. Muszę zacząć myśleć o sobie. A że usypiać trzeba to już inna sprawa. Tym powinien zająć się opiekun, który dopuścił do tego że zwierzę zaszło w ciążę ale szczeniąt czy kociąt nie chce.
Czy jestem potworem. Nie , nie myślę tak o sobie i zupełnie mi jest obojętne czy ktoś tak o mnie myśli.
Zapraszam do odwiedzin w schroniskach przepełnionych do granic możliwości . Kolejne młode, ładne i puchate zwierzątka pogorszą tylko stan tych w schroniskach, których szanse na dom codziennie dramatycznie spadają .
To my wolontariusze musimy się głowić gdzie upchnąć kolejne wyrzucone szczenię lub kocię. To my karmimy oseski butelkami, nie śpimy po nocach , to my szukamy im domów.
Mówię stop kolejnym narodzinom bez względu na to gdzie się rodzą , czy w renomowanej hodowli czy w domu, czy w stodole. Mamy dość zwierząt, którymi nikt nie chce się zajmować.

czwartek, 26 lutego 2015

Marzę o schronisku

kiedyś wzbraniałam się przed tym ale jak to człowiek myślący ( pochlebiam sobie) zmieniłam zdanie. mam nadzieję , że na lepsze . Choć trudno to rozsądzić.
Jestem na etapie wymyślania jak i gdzie postawić schronisko w Goleniowie. Zasadniczo na obrzeżach ale w bliskiej okolicy. Znalazłam nawet działkę, która jest własnością miasta. Jest na niej kilku dzierżawców , którzy mają tam totalną rozpierduchę . Teren jest zaśmiecony i pięknie nie wygląda. W pobliżu rośnie las . Nie ma tam mediów , ale przy takim poziomie techniki jaki mamy nie jest to problem. Myślę, ze jest możliwe aby był to obiekt samowystarczalny pod względem mediów. Na dachach panele słoneczne, własna studnia, i oczyszczalnia biologiczna . Największy koszt to pensje dla pracowników i utrzymanie zwierząt i  leczenie .
Jak przekonać władze że taki obiekt jest potrzebny. 
Marzy mi się aby była tam sala prelekcyjna, kuchnia, szpital dla zwierząt, fajna lecznica ogród warzywny .
 Nasz Przytul zapełnia się psami, które mają niewielkie szanse na adopcje. Stare i częstokroć schorowane . wywóz ich do schroniska w Kołobrzegu będzie dla nas ciosem. W końcu zabraknie miejsc na przyjmowanie psów. Dramat gotowy. 
Skąd wziąć kasę na takie przedsięwzięcie ? 
Z budżetu , z pożyczki od Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, z Unii jak się da. Jest parę możliwości. Jak przekonać władze, że skoro Szczecinek , którego budżet jest podobny stać było na pobudowanie schroniska i stać na utrzymanie  to nas też stać  ?
Jakich argumentów użyć skoro nasze interesy leżą na dwóch różnych biegunach . ja kieruję się uczuciami - władza portfelem .
P.S.
 Przywołuję w myślach szczęście w postaci wygranej w lotto . To musi być jednak duuuuża wygrana. Przywołuję też sponsora w postaci bogatego szejka , który podaruje nam kilka milionów. Co mi tam. Marzenia trzeba  mieć :)

wtorek, 24 lutego 2015

czekamy na nowelizację ustawy, czy się doczekamy ?

Autor: bż / Źródło: TVN24 Łódź

Biznes, nie opieka


- Bezdomne zwierzęta albo są zabijane, albo trafiają do schronisk podobnych do „obozów zagłady” - alarmują weterynarze i przedstawiciele Najwyższej Izby Kontroli. - Problem bezpańskich psów i kotów to sposób na zarobek dla firm zajmujących się ich odławianiem - podkreśla NIK. Posłowie wciąż pracują nad nowelizacją prawa, które ma ukrócić proceder. Nie wiadomo, kiedy projekt będzie gotowy.

 To prosty i opłacalny układ. Samorządy płacą prywatnym firmom za opiekę nad bezpańskimi psami i kotami. Problem w tym, że - zdaniem NIK - w połowie polskich gmin nikt nie sprawdza, co potem dzieje się z "odłowionymi" z ulic psami i kotami.
- Gminy zlecają wyłapywanie "donikąd", bez zapewnienia zwierzakom miejsc w schroniskach. To otwiera drogę do ich uśmiercania - tłumaczy Paweł Biedziak, rzecznik Najwyższej Izby Kontroli.

O dramatycznej sytuacji zwierząt NIK alarmuje już od 2013 roku. Wtedy Izba opublikowała raport, z którego wynikało, że z  37 skontrolowanych schronisk w kraju nieprawidłowości występowały aż w 21. Od tego czasu posłowie pracują nad prawem, które ma ukrócić dramat zwierząt. Końca prac niestety na razie nie widać.
- Niestety, problem bezpańskich psów i kotów to wciąż sposób na zarabianie pieniędzy - zaznacza Biedziak.

Schroniska idą "na ilość"

Jeżeli bezdomny pies lub kot nie zostanie uśmiercony od razu, to - zdaniem NIK - często trafia do przepełnionych i niedofinansowanych schronisk, gdzie ma niewielkie szanse na przeżycie. Dane sprzed dwóch lat wskazują, że psy i koty nie mają odpowiednich pomieszczeń, legowisk  ani wybiegów (71 proc. kontrolowanych schronisk),  przebywają w złych warunkach sanitarnych - zanieczyszczonych odchodami kojcach i boksach (43 proc.), często są źle karmione (21 proc.), a nawet narażone na zranienia.
Przedstawiciele organizacji pro zwierzęcych podkreślają, że polskie schroniska myślą o ekonomii, a nie o zwierzętach.

 To często obozy zagłady dla zwierząt. Placówki zarabiają dniówkę za każdy dzień przetrzymywania psa lub kota. Znaleźliśmy zwierzęta poczipowane kilkukrotnie. W efekcie za jedno zwierzę płaci kilka gmin - mówi Beata Krupianik, z fundacji "Karuna, ludzie dla zwierząt".
Ile? Najwyższa Izba Kontroli wyliczyła, że na przestrzeni dwóch lat (2011 i 2012 r.) samorządy wydały nielegalnie, albo niegospodarnie ponad 1,5 mln złotych publicznych pieniędzy.
- Środki wydawano na rzecz podmiotów, które nie posiadały wymaganych zezwoleń oraz nie zapewniły standardu usług dotyczących opieki nad zwierzętami - zaznacza Biedziak.

Paweł Gebert z fundacji OTOZ Animals podkreśla, że w swojej karierze widział ponad 40 schronisk na terenie kraju.
- Problemy wymieniane przez NIK występują najczęściej tam, gdzie za opiekę, odławianie i tworzenie schronisk biorą się osoby przypadkowe - mówi rozmówca tvn24.pl.
I tłumaczy, że - w jego opinii - za prowadzenie schronisk powinny odpowiadać organizacje prozwierzęce.
- Takie placówki są na terenie kraju i zapewniają one o wiele wyższy standard, niż schroniska prowadzone przez przedsiębiorców czy zakłady komunalne. Dlatego nie można powiedzieć, że w całym kraju krzywdzi się zwierzęta- zaznacza Gebert.
Przedstawiciel fundacji dodaje jednak, że wina za dramat zwierząt w niektórych placówkach spada też na samorządowców. Dlaczego? Bo ci - jego zdaniem - nie interesują się tym, co dzieje się z zwierzakami zabranymi z ulicy.
- Nikt nie dba o to, co dzieje się potem.  Samorządowcy nie jeżdżą oglądać psów, za które przecież płacą publicznymi pieniędzmi - zaznacza Paweł Gebert.

Prawny marazm

Już w 2013 roku NIK wskazała potrzebę zmian w prawie, które ukróciłyby nadużycia. Zdaniem Izby, należy wprowadzić ustawowy obowiązek rejestracji i znakowania psów. Trzeba też zmienić sposoby tworzenia nowych schronisk.
- Zgoda na prowadzenie schroniska powinna być wydawana po pozytywnej ocenie inspekcji weterynaryjnej - mówi Paweł Biedziak z NIK.
Oprócz tego, samorządy powinny zyskać możliwość przeprowadzania kontroli w schroniskach.
Praca nad nowym prawem trwa i na razie końca tych prac nie widać. Nad nowelizacją przepisów pracuje Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, którego przewodniczącym jest Paweł Suski z PO.
- Nowe prawo będzie odpowiedzią na problemy zgłoszone przez NIK. Oprócz tego wymusi m.in. wprowadzenie jednolitego systemu, który pozwoli na lepszą ewidencję zwierząt - zapewnia poseł.
Kiedy jednak nowe prawo wejdzie w życie? Na razie nie wiadomo. Poseł Suski zapewnia, że  projekt będzie gotowy "w najbliższym czasie". Problem w tym, że to samo przedstawiciele prowadzonej przez niego komisji mówili rok temu....

Kastracja lekarstwem dla schronisk?

Przedstawiciele fundacji "Karuna, ludzie dla zwierząt" wskazują, że los bezdomnych zwierząt może poprawić  obowiązkowa i darmowa kastracja zwierząt domowych.
- Jednym z przykładów jest Stowarzyszenie Inicjatyw Obywatelskich, które wykastrowało dużą liczbę zwierząt w pobliżu Dzierżoniowa (woj. dolnośląskie - red.), gdzie są dwa schroniska – tłumaczy Krupianik.
I podkreśla, że dzięki kastracji w ciągu dwóch lat liczba przynoszonych do schroniska szczeniąt zmalała o 90 procent.
- Oprócz tego wzrosła liczba zwierząt adoptowanych – kwituje Beata Krupianik

wtorek, 25 listopada 2014

taka dygresja

w związku z tym czym się zajmuje od kilku lat zbieram pokaźne doświadczenie odnośnie podejścia lekarzy do zwierząt. Widzę na jakim jest ono poziomie , jak się różni . Niektórzy lekarze poważnie traktują zdanie z ustawy o ochronie zwierząt "  Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę." W parze   z ceną wizyt i zabiegów idzie poszanowanie godności zwierzaka i baczenie na uczucia i odczucia opiekunów. Twierdzenie , ze pochylanie się czy klękanie nad zwierzęciem jest nieprofesjonalne należy odłożyć do lamusa tak jak naszą wiejską wieloletnią tradycję trzymania psów na łańcuchach.
Gabinet weterynaryjny to nie taśma produkcyjna i musimy zacząć się przyzwyczajać do długiego oczekiwania na swoją kolejkę. Chyba sami nie chcielibyśmy aby nasz pupil został potraktowany pobieżnie podczas wizyty.
Ulgę wielką w cierpieniu i trosce opiekuna przynosi widok lekarza głaszczącego pupila lub smyrającego go za uchem, starającego się odwrócić  uwagę psa czy kota od bolesnego czasem zastrzyku.
Podejmowanie pochopnych decyzji o wykonaniu zabiegu zmieniającego życie zwierzaka bez pełnej diagnostyki, bez prób rozpatrzenia innych możliwości  jest poważną niefrasobliwością.
Dlaczego decydujemy się na przewożenie zwierząt do lecznic w innych miastach . Przede wszystkim robimy to w momentach kiedy zdajemy sobie sprawę, że wykonanie potrzebnego zabiegu w Goleniowie nie będzie możliwe z powodu braku doświadczenia naszych lekarzy. Składanie skomplikowanych złamań, przeszczepy skóry, drutowanie, implantowanie, protezowanie , leczenie komórkami macierzystymi, innowacyjne metody leczenia, przetaczanie krwi, pozyskiwanie surowicy to wszystko jeszcze przyszłość dla takiego miasteczka jak nasze. Ludzie zechcieliby zapłacić pieniądze za ratowanie swoich przyjaciół , płacą goleniowianie za to w innych lecznicach, trzeba jednak jeszcze chcieć zdobywać specjalizacje, szkolić się i rozwijać . Trzeba mieć na to czas . Jeśli jednak tego brakuje to zwyczajnie wystarczy się pochylić nad zwierzakiem i przytulić go jeśli tylko nie przejawia oznak chęci pożarcia lekarza :)

czwartek, 13 listopada 2014

jedziemy na ratunek

 długa to historia i pełna niedomówień i mojej braku wyobraźnie. Wierzyłam, że wygląda to inaczej, chciałam wierzyć. Dawaliśmy karmę  a czas płynął. Lost tych psów już jest w naszych rękach. Ich gehenna dzisiaj się kończy. Dzięki interwencji sąsiadów wreszcie tam pojechaliśmy. Trudno jest nam znaleźć czas na takie wypady. Niestety miejsca takich w naszym województwie jest mnóstwo , psów i ludzi cierpiących niedostatek ):






środa, 12 listopada 2014

marzenia się spelniają

na konto TOZ Goleniów wpłynął 1% odpisu z podatku dochodowego . Kwota ta to ponad 22 tysiące złotych :)  Nie spodziewałam się takiego wyniku. To ponad dwa  razy więcej niż w zeszłym roku. Cieszą nas te pieniądze niezwykle. Marzenia o większych kwotach nadal jednak kołaczą się w mojej głowie. I wiecie co wierzę, ze kiedyś zrealizujemy wszystkie nasze pomysły na lepszy świat, wolny od zwierzęcego cierpienia, głodu i  niewygód. Ufam, że na swojej drodze spotkamy takiego darczyńcę, dzięki któremu nie będziemy musieli się martwić o to, ze nie starczy nam kasy na operację jakiegoś zwierzaka lub będziemy musieli zaprzestać sterylizacji zwierząt aby się nie rozmnażały !!!marzenia to piękna sprawa , ich realizowanie to rzecz jeszcze piękniejsza :)

Koral wrócł

  po czterech miesiącach od dnia adopcji. Opiekunowie cały czas utrzymywali kontakt z Eweliną zgłaszając ma początku drobne problemy z psem. Uprzedzaliśmy, ze lubi dominować i żeby mu nie pozwalać spać z dziećmi , wchodzić na kanapę. To ten rodzaj charakteru, który musi od samego początku znać swoje miejsce. Mówiliśmy o konieczności kastracji. Niestety Pan nie chciał się zbyt długo zdecydować. Doszło do pogryzienie w dwa dni po kastracji sąsiada a na kolejny dzień Koral pogryzł opiekunkę. Pani w nerwach zażyczyła sobie od nas w  niedzielę wieczorem abyśmy przyjechali do Sargardu i psa od niej zabrali bo ona go nie dotknie :/ . No niestety musieliśmy odmówić. Pies miał właściciela i to właśnie w jego gestii było poradzenie sobie z tą sytuacją . Państwo poradzili sobie w ten sposób, że wsadzili Korala w auto i w poniedziałek rano wraz z książeczką pozostawili psiaka w Przytulu nie kontaktując się ( tak ja Ewelina ich o to poprosiła ) ze Strażą Miejską.
Państwu grozi kara za porzucenie psa. Ewelina załatwiła ze Strażą pozwolenie na pozostawienie psa, wystarczyło tylko podjechać do miasta i złożyć stosowne oświadczenie.
W przypadkach kiedy sobie ktoś nie radzi, nie słucha porad i zaleceń i brnie w rozpuszczaniu zwierzęcia tak to się kończy niestety. Zwierzak zaczyna rządzić, dominuje i pozwala sobie na zbyt wiele. Musimy wyprostować jakoś Korala. Niestety w warunkach przytuliskowych będzie to nad wyraz trudne.

wtorek, 11 listopada 2014

tęskniliście ?

nie przypuszczałam, że odważę się tu wejść. Nie mogę jednak zapomnieć o tym miejscu. Tu się wszystko zaczęło, to są moje korzenie. Moja kochana koleżanka Zuzia zapytała mnie - Dlaczego nie piszesz na blogu. Odpowiedź była prosta- Nie mam czasu na przemyślenia i refleksje, które uwielbiałam tu zamieszczać. Pisanie o dupie Marynie nie interesuje mnie. Jeśli mam czas na to aby w mojej głowie pojawiła się dłuższa i mądra na dodatek sentencja. Zagłusza ją dźwięk telefonu lub szczekanie kolejnego tymczasowicza lub ewentualnie Luzia - szczęście mojego niepojętego :). Dzieje się dużo radosnych przeważnie rzeczy. Radosnymi się stają bo czasem na samym początku są smutne. Dzięki naszej pracy - Mojej i wszystkich cudownych ludzi,którzy kółeczkiem mnie otaczają - psi i koci los zmienia się z minuty na minute. Walczę z ludzką głupotą, nieczułością , bezmyślnością i wszelkim niegodziwościami. Widzę jak świat dzięki nam staje się lepszy , lepszy dla nas i dla zwierzaków, które napotykamy na swych drogach. Czasem marzę o laptopie . Mogłabym od ręki zapisywać te wszelkie mądrości moje . Dzięki jednak okruchom rozsądku nie zakupię sobie tego sprzętu. Zostanę zdominowana przez maszynę a tego nie chcę :) Na szczęście mam rozsądnego męża dzięki któremu nadal utrzymuję kontakt z rzeczywistością !!!

sobota, 22 marca 2014

Taka nasza rola

strasznie dużo czasu zajęło mi dojście do tego wniosku. Oczywiście do tej to pory byłam naiwna i bardzo głupiutka . Łudziłam się ... na próżno.
Oprzytomnienie przyszło po  pewnej rozmowie telefonicznej.
Władze naszego miasta traktują naszą organizację  jak maszynkę do oszczędzania pieniędzy na wywozie psów do schroniska. 
Nie liczą się z naszym zdaniem na większość tematów dotyczących  utrzymania zwierząt, wydawania zwierząt do adopcji, odbierania zwierząt opiekunom, ponownego przejmowania psów od ludzi, którzy je adoptowali, przejmowania psów od osób, które z opieką już sobie nie radzą na czym cierpią obie strony.
 W kwestii nowej wiaty ( jakże przecudnej zdaniem niektórych) dla psów odbyło się kilka spotkań z władzą . Byli na tych spotkaniach lekarze wet, bywałam ja, bywał przedstawiciel SM. Spisywano uwagi dotyczące jak ma ona wyglądać ( nigdy jednak nie padły słowa o wielkości kojców , ja przyjęłam , ze pozostaną one takiej samej wielkości jak w starym Pzrytulu ( myliłam  się i tu zawaliłam konkretnie ) , zgadzaliśmy się co do ich ilości. )
Odnosiłam wrażenie ( jak bardzo mylne) , że mnie słuchano . 
 Podłożem miał być piasek, cztery kojce dla kopaczy miały być wyłożone płytami chodnikowymi - wykonawca zadecydował , że najlepsza będzie wylewka z betonu, którą tak wykonał, że nie ma spadu i woda w kojcach stoi razem z sikami psów - do poprawki.
Zaprojektowane  odległości między prętami miały wynosić 12 cm , zmniejszono je , jednak nie na tyle aby nie wydostawały się z kojców małe psy i nie mogło dojść do pogryzień między psami.. Projektant nie przewidział, że maluchy też będą tam trafiały i że psy mogą usiłować się skrzywdzić .
Bramki od kojców , logicznym się wydało, że powinny otwierać się tylko do wewnątrz tak aby ochronić słabsze i drobne osoby od naporu dużych psów ( wszak jeżdżą z nami małoletni wolontariusze)
Zdecydowano inaczej. Bramki otwierają się w obie strony , to ma zapewnić bezpieczeństwo i swobodę rosłym i silnym mężczyznom, którzy psy przywożą  i do kojców wkładają .Takie rozwiązanie zapewne przyczyni się do niejednego guza na czole.
Bezpieczeństwo wolontariuszy ważne nie jest.
My mamy zadbać i dopilnować aby żaden pies do schroniska nie taił , bo to narazi budżet gminny na poważne straty.
Wyraźnie widać rolę naszą jaką wytyczyły dla nas władze.
Połączono ze sobą dwa obiekty , w obu mieszkają wyrzutki wypchnięci na margines życia. Bliskość obu miała zapewnić zwierzętom stałą opiekę i darmową obsługę Przytula..Ludziom poczucie przydatności i możliwości odwdzięczenia się gminom za możliwość darmowego miejsca do mieszkania i wyżywienia. ,  z jakiś przyczyn stało się to niemożliwe.
Pomysł nie wypalił, pojawił się kłopot na który bardzo trudno będzie znaleźć radę.

wtorek, 18 marca 2014

ech

  czy warto dawać upust swoim frustracjom kiedy to one wydaje się zaczynają dominować w życiu. Rozczarowania i zawody, teraz ich dostępuje. Na szczęście jeszcze nie przeważają. Mam rodzine i przyjaciół , ktorzy pomogą zawsze. 
Pewnymi osiągnięciami i budowlami ktoś się chwali . My musimy tam pracować i musi ktoś jeszcze. Zgiełk, hałas dojmujący , wiatr, przeciągi i stojąca woda. Planista nie zaplanował spadów , wykonawca nie pomyślał kompletnie. Odległości między kartami za duże. Z łatwością do pogryzień mogło dojść. Naprędce trzeba było kupować siatkę i wykładać między boksy. Bramki w klatkach otwierają się w obie strony. Można bramką w łeb dostać gdy duży psiak z radości wskoczy na nią   Na teranie niezasypany odstojnik na gnojowicę  o średnicy ok 2, 3 metrów. Prosiłam aby wszystko zasypać , zabezpieczyć bo dzieciaki do nas przyjeżdżają. 
Materiał  ze starego obiektu zrzucony na stertę. Wiatr po nim hula deszcz obmywa. Nie wiadomo kiedy ruszy dostawianie kojcy.
Smutno mi i nie mogę przeboleć starego miejsca. Choć dachu nie było to aż serce się radowało gdy jechałam do Miękowa. Teraz nie chcę się w tę pustkę lecieć .
Narzekam? Nie taka jest rzeczywistość. Wietrzna, pochmurna i jałowa.

wtorek, 11 marca 2014

Przenieślismy się do Budna

Nie ma już przytula w Miękowie. W sobotę 8 marca zakończyła się pewna era. Popłakałam się żegnając to miejsce. Moje ostatnie cztery lata życia poświęciłam jeżdżąc tam do psów. to tam wszystko się zaczęło. pozostały wspomnienia i pamięć o zwierzętach, które przeszły ze mną wszystkie etapy. Teraz nowe przytulisko wygląda zupełnie inaczej. Nie jestem z niego zadowolona. Gość, który je zaprojektował zupełnie nie ma pojęcia o potrzebach zwierząt. Wszystkie spotkania i ustalenia do jakich dochodziło rozmyły się na papierze. Wykonawca decydował o pewnych rzeczach na etapie robót. No i mamy to co mamy. Jak zwykle dostosujemy się bo jak nie my to kto ? Tak jak te nasze psiaki zniesiemy wiele :) 
Jesteśmy wolontariuszami, nikt nam niech nie śmie narzucać tego co mamy lub możemy robić. My nie musimy niczego robić za to możemy WSZYSTKO !!!
Zmieniamy świat na lepsze i tego będziemy się trzymać :) 
Dziękuję Wszystkim naszym znajomym , przyjaciołom, ludziom, którzy zawsze nam pomagają, naszym rodzinom za pomoc w przenoszeni zwierząt. Dzięki temu zrywowi wszystko odbyło się bardzo sprawnie i żadne zwierze nie ucierpiało.








Niutuś nasz kochany takie dziurki sobie kopał :)







poniedziałek, 24 lutego 2014

Koniec pewnego etapu.

         Po lach wzajemnych animozji, jątrzenia, wyzwisk, wzajemnej niechęci momentami posuniętej do nienawiści dwa skłócone serca w imię dobra pogodziły się. Jedno wyciągnęło rękę do drugiego a to drugie nie odwróciło się na pięcie. To dobrze, że ludzkie serca godzić się potrafią. Moja nadzieja w tym, że akt i chęć zgody z prawdziwych i uczciwych intencji wynika. Trudno mi jednak w to uwarzyć.
 Schronisko w Białogardzie nigdy nie zostało pobudowane z prywatnych środków jego właściciela o czym on sam zapewnia w swoich wypowiedziach.
Wszelkie modernizacje i poprawki służące zwierzętom były sprowokowane notorycznymi kontrolami  PIW i dowodami nieprawidłowości wykazywanymi licznymi kontrolami. Nie wynikały z dobrej woli właściciela.
 To dobrze , że psom z Białgardu będzie się wiodło lepiej, nie ma o czym gadać. Co jednak ze wszystkimi zaginionymi, umarłymi z " przyczyn naturalnych " w ilości 200 w roku 2012. - to taki wyrywkowy przykład .
 Choć nigdy nie miałam wątpliwej przyjemności pokłócić się z Panem Jerzym , to ilość  wyzwisk i inwektyw jakie padły pod moim adresem z jego ust do uszu wielu ludzi postronnych są imponujące. Za każdym razem jak pisałam o tym człowieku lub się o nim wypowiadałam zawsze używałam zwrotu Pan Jerzy. Moje wypowiedzi na temat tego człowieka i jego poczynań były rzeczowe i poparte dowodami.
Zwierzętom z tego miejsca życzę wszystkiego co najlepsze . pamiętam jednak o tym, że na nich to właśnie Pan J. buduje swoją fortunę . Sprytnie wykorzystuje zasady obowiązującego dziwacznego prawa do bogacenia się. 
 Zawsze będę miała w pamięci co mówił, jak się zachowywał, jak opluwał jadem ludzi , jaki jest krnąbrny, zuchwały i jak potrafi manipulować rzeczywistością dla wyciągania korzyści.
Z wilka owcy się nie zrobi . Panu Jerzemu życzę wszystkiego co najlepsze pomimo wszystkiego co powiedział i uczynił.
Lata pisania pism, zbierania dokumentacji, jeżdżenia po urzędach doprowadziły do tego, że teraz Pan Jerzy jest bohaterem . sprytnie to wymyślone zostało !!!

wtorek, 18 lutego 2014

Przywiąż psa do siebie nie do budy

W naszym przytulisku ruch jest niezwykły. Psy odchodzą i przychodzą. Domy znajdują takie, ktore zdawać by się mogło szanse na ten dom maja takie sobie. Niektóre z naszych podopiecznych trafiają na łańcuch. Jedziemy wówczas, rozmawiamy z ludźmi tłumaczymy, ze to już koniec z takimi praktykami. Podobno to nasza Polska tradycja , wiejska tradycja bardziej. Pies ma pilnować i dlatego na łańcuchu siedzi nierzadko w dziurawej budzie ):

Na niektóre adopcje wpływu nie mamy bo nawet nie jest dane zobaczyć nam nowego opiekuna. Zraesztą trudno jest mi sobie wyobrazić sytuację kiedy ja bądź Ewelina jesteśmy wzywane ( tylko my nie pracujemy) za każdym razem kiedy znajdzie się chętny na psa. Prosiłam już Panów z e SM aby przekazywali nasze numery telefonów nowym przyszłym, chętnym opiekunom. Nie wiem jednak jak to zadziała .
 Ustaw wyraźnie mówi, ze pies może przebywać na łańcuchu 12 godzin, później ma być spuszczony. A kto to sprawdza? Żaden z sąsiadów nie zwróci uwagi bo często gęsto sam więzi swego psa na łańcuchu.
To błędne koło i nasza rzeczywistość. Szanse na to , ze będziemy mieli własne przytulisko są żadne raczej. Skoro jest w budowie nowe w Budnie to Gmina nie zdecyduje się na pełną wspólprace z nam. Kto by
 " pracował" w tym Przytulu i kto by płacił ? Teraz psami opiekują się bezdomni za darmo co jest czystą oszczędnością .
Zdecydowanie jestem przeciwna odbieraniu psów z takich miejsc . Idę w kierunku poprawy bytu tych co już trafiły  na łańcuch . Potrzebujemy na to trochę środków. Wiem, że dzięki ludzkiej dobroci znajdziemy je :) 
Piechy , pamiętam o was.

piątek, 14 lutego 2014

Wspomnienie z M

 
nieśpiesznie płynie tu czas, to była pierwsza myśl, która pojawiła mi się w głowie gdy wyjrzałam przez okno skierowane na tył domu. Jestem tu po raz kolejny , jednak zawsze ten dom wita mnie takimi samymi widokami, zapachem i dźwiękami. Gospodyni nie sili się na wymyślanie wystroju, dodawanie gadżetów rozpraszających ten urok. Przedmioty są starannie dobrane i poutykane w miejsca do których najbardziej pasują. Pod jabłonką , która co roku w ilości mniejszej lub większej rodzi okrutnie kwaśne jabłka ( Monika się nimi zachwyca  i zawsze mówi z czułością :) , leży anioł przykryty zleżałą kołdrą śniegu.
 
 
 
 
 
 
 
 Przyjechałam aby zboczyć warmińską zimę , oglądam warmińskie roztopy co nie odbiera mi zachwytu nad tym zjawiskiem jakim jest pogoda. Anioł z kamienia grzeje się w promieniach słońca, które tworzą na zlodowaciałym śniegu jasne pasy.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Wychodzę na dwór za aparatem uchwycić zdarzenia, które zaraz będą przeszłością. Trzy stare ule stoją po drugiej stronie domu, blisko towarzystwa kapliczki. Tylko jedna strona ich daszków jest pokryta śniegiem , druga czerni się starością desek wystawiając sęki na działanie zbawiennych promieni.
 
 
 
 
 
 
 
 Stare ruiny, które kiedyś gościły zwierzęta gospodarskie nie odstraszają brzydotą. Tu też zagląda słońce i czyni to miejsce bardziej tajemniczym .
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Choć dom wygląda inaczej niż latem, to ciągle ten sam dom w którym można spodziewać się cudów. Jestem tu aby przystanąć  na chwilę i złapać oddech. Miejsce to daje każdemu  taką samą szansę. Słońce zagląda przez niedbale wiszącą firanę. To zapewne goście ciągle ją poprawiają wyglądając na ogród. Powstrzymuję się aby podejść do okna i uporządkować ten nieład. Powściągam niepokój, który jest związany z brakiem oczywistego porządku. Zaraz przestaję odczuwać jakąkolwiek troskę o ład tego świata. 
 
 
 
 
 
 
 
Dostrzegam wielką pajęczynę zwisającą u powały w kuchni, są jeszcze inne , mniejsze, w różnych miejscach. Nie są to jednak oznaki braku dbałości o przybytek. Otulają dom ciepłymi nićmi, chroniąc go przed zimnem i wilgocią, dodają niepowtarzalnego uroku. Nadają sens wieczorom i rankom. Kominek skrzy się płomieniem. Co chwila któremuś z gości przypomina się, że warto podtrzymać ten ogień. Wielu chce mieć w tym swój udział, choć nie wszyscy. Każdy z innych powodów.  Poranny odgłos przesuwanych po płycie pieca kuchennego fajerek to powrót do lat dzieciństwa. Powraca spokój i poczucie bezpieczeństwa. tu na prawdę nie muszę się o nic martwić. Nie ma tu pompy, nadęcia i blichtru. Ci którzy się nadymają zaraz są przez ten dom wytrącani na zewnątrz toczącego się tu życia. Cóż każdy przyjeżdża po coś innego. Ja znalazłam to po co przyjechałam i za to dziękuję Moniówce i jej Wszystkim mieszańcom :) 
 
 
 
 
 

czwartek, 30 stycznia 2014

koty story

nie mam pojęcia jak odnieść się do takiej sytuacji. Dzwonią do mnie ludzie, ze znaleźli i przygarnęli parę miesięcy temu kotkę i właśnie dowiedzieli się, ze można ją z a darmo wysterylizować. Z jakiej racji za darmo skoro ona ma już właściciela? I zaczyna się opowieść jakie to oni mają dobre serce, że  przygarnęli,  że zdechłaby zapewne  i takie tam. Ilu z tych ludzi mówi prawdę? Skąd mam to wiedzieć ? Jak to sprawdzić ? 
Oburzają się kiedy poddaję pod wątpliwość ich słowa. Organizacja dla której pracuje społecznie gospodaruje pieniędzmi które pochodzą z datków , darowizn , od ludzi, którzy ufają, ze wydamy je w dobrym celu , ze postaramy się aby nas nikt w balona nie robił.
Logiczne przecież jest, ze jeśli przygarniam coś z ulicy to staje się to moją własnością. Dlaczego ludzie nie zgłaszają się do nas w momencie znalezienia kota tylko informują nas kilka miesięcy po fakcie ?

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Przepraszam

nienawidzę tego stwierdzeni - nie mam czasu. Choć nie pracuję  i zajmuję się domem i realizuje moją pasję  to doprawdy czasem nie wiem gdzie mam ręce włożyć. Podziwiam szczerze wszystkie pracujące osoby, które też się realizują   i są aktywne zawodowo. Zaniedbuje pisanie na blogu , zaniedbuję ludzi, którzy tui kiedyś odnajdywali pierwsze informacje o potrzebujących zwierzętach . Pamiętam jednak o Was  i myślę codziennie. Oprócz bloga administruje stronę TOZ i fanpaga na Facebooku i mój osobisty profil i robię dużo innych rzeczy. Opieka nad moim stadem też zajmuje trochę czasu. Żal mi tych chwil spędzonych na pisaniu bloga. To tu się wszystko zaczęło. 
Jestem jak multiinstrumentalista , robię kilka rzeczy na raz i nie wszystkie wychodzą tak jak należy. 
Obecnie jestem w zupełnie innym miejscu niż jeszcze rok temu. Kocham te zmiany. Wychodzą zawsze na dobre. Wierzę w to, ze świat zmieniamy i ta wiara sprawia, ze tak się dzieje. Mam wiele fantastycznych osób przy sobie. Ufają mi i wierzą muszę być silna  dla nich. Rozpiera nas energia i wola walki o lepszy byt dla naszych podopiecznych. Wspiera nas też nasz władza.
Są chwile kiedy wyć się chce z bezsilności ale o tym pisać nie chcę. Głupota ludzka jest wszędzie i tego nie jestem na razie w stanie zmienić. 
Przepraszam Wszystkich  za milczenie. Postaram się ogarnąć :)
Mój mąż niewiele czasu ze mną spędza - nie ma okazji ):

wtorek, 31 grudnia 2013

Rok po roku , krok po kroku

no i proszę kolejny rok obciążył moje barki. Już nie młode ale jeszcze nie takie stareńkie:)  Dobry był i życzę ludziom takich lat : radosnych, pełnych przygód śmiechu i łez. Na brak dobrych znajomych tez narzekać nie mogę . Samotna nie jestem - to pewne. To nie są zwykli znajomi tylko tacy, na których pomoc liczyć zawsze można. Oni tez na mnie liczyć mogą . Wiemy to. Grono znajomych, których zainteresowania znacznie odbiegają od moich pomniejszyło się . To zrozumiałe. Jeśli kogoś nie interesują zwierzęta to nikt nie chce słuchać ciągłych o nich opowieści.
Ze wszystkimi staram się otrzymać kontakt życzliwy choć już nie tak bliski jak niegdyś. Ludzie się zmieniają, teraz to wiem, że to dobrze , zwłaszcza jeśli na lepsze :)
Moja praca , choć trudno w to uwierzyć, nadal rozwija mnie i moje pokłady empatii. Jest to już inny poziom. Jestem pewniejsza siebie, bardziej stanowcza. Wiem doskonale czego chcę i czego od ludzi oczekuję.
Boję się nadal złych ludzi, tych unikam jak ognia. Sieją zamęt w sercach i umysłach. Mają złą energię.
Nie udało nam się przenieść z nowym Przytulem do Budna. Cieszę się z tego powodu. Spacery po lesie są o wiele przyjemniejsze niż będą tam . Łyse pole w okół , głusza kompletna.
Naszym sukcesem jest przekonanie Burmistrza, że obiekt jaki tam powstanie jest za mały aby uniknąć wywozu psów do schroniska. Będziemy mogli w całości przenieść też stare przytulisko. Może uda się nam stworzyć tam kwarantannę. Czeka nas mnóstwo pracy z przenosinami , liczymy na pomoc wszelką. 
Ludzie mnie nadal rozczarowują , choć już teraz wiem ile mogę się głupoty po nich spodziewać. Głupota ludzka jest niemierzalna! 
Dzwonią sobie tacy do mnie i myślą, że potrafią zastraszyć , oszukać i sprawić durnymi gadkami, że zrobię to co chcą. Ja sobie myślę wówczas - Niczego nie muszę robić ale wszystko mogę. To na tę chwile moje życiowe motto.
Nie pomagam zwierzętom tylko dlatego , że  należę do organizacji pro zwierzęcej , pomagam bo chcę. Nie zawszę jednak pomóc mogę. Czy tak trudno to zrozumieć ?
Dobrze mi w miejscu w jakim się znajduję , zarówno jeśli chodzi o sprawy rodzinne ( choć tu zmieniłabym parę rzeczy) i " zawodowe" - tu jeszcze wiele się zmieni na lepsze :) 
Bardzo dziękuję moim znajomym i przyjaciołom za to , że stoją u mego boku, za to, że tak razem spacerujemy sobie przez to życie. To jest dobra życie kochani. Niech nikt nie śmie Wam wmówić, że jesteście wariatami. Dziękuję rodzinie , ktora praktycznie została wchłonięta przez maszynę pomagania i zaangażowania.
Życzę Wszystkim dostatku i spokoju, przygód, szaleństwa, słodyczy, miłości , pracy, lenistwa , samego dobra , każdemu do wyboru. Świat dzięki nam może stać się lepszy. Nie możemy przestać w to wierzyć. Pracujmy nad sobą, wspierajmy się w trudnych chwilach , bądźmy tak blisko siebie jak tylko się da. Rozmawiajmy !!!
Szczęśliwego Nowego Roku !!!!!

sobota, 21 grudnia 2013

Życzę Wam

   Kolejna święta nadchodzą ... za szybko jak zwykle. Jeśli już są oznacza to, ze kolejny rok kłania się nam w pas i żegna . Starsi jesteśmy i mam nadzieję, ze mądrzejsi. To czas na podsumowania i składanie sobie i bliskim kolejnych obietnic.  Nie mam czasu liczyć ile psów i  kotów  udało mi się gościć w moim domu tego roku . Nie ma to żadnego znaczenia. Nie startuję w żadnych zawodach więc i liczby są nieważne. Każde z tych żyć jest jedyne, niepowtarzalne, bezcenne dla mnie .Kurczowo trzymam się nadziei, ze dla nowych opiekunów też. Tyle radości a czasem trosk jest moim i rodziny mej odziałem. Chciałabym aby każdy z ludzi mógł doznawać tego uczucia , może nie każdego dnia ale choć parę razy do roku :) 

Wszystkim, którzy dzielnie śledzą nasze losy na blogu, czytają i wyczekują wieści, Wszystkim, którzy adoptowali ode mnie zwierzaka, znajomym, koleżankom życzę radości w te Święta. Nie kupujcie zbyt wiele jedzenia bo okupione jest ono śmiercią żywych istot . Umarły aby zadowolić nasze podniebienia. Okażmy im szacunek i nie wyrzucajmy ich szczątków bezsensownie.
Radujmy się przy drzewku pięknie przystrojonym wraz z rodziną i przyjaciółmi. 
Należy nam się odpoczynek :) Zwierzakolubom życzę jak najmniej porzuceń, interwencji i łez . Niechaj w przyszłym roku zmniejszy się liczba zwierząt w schroniskach z powodu adopcji i szczęśliwych zakończeń . Ludziom życzę empatii i rozumu, przewidywania konsekwencji swych czynów, odruchów współczucia i refleksji nad czynami swymi.
Ding, dąg Wesołych Świąt !!!

czwartek, 19 grudnia 2013

Nowe przytulicko c.d.

   dostaliśmy pozwolenie na przeniesienie starego przytula w całości do Budna. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i będziemy mogli to zrobić bardzo szybko.
Oznacza to , ze na terenie działki znajdować się będą dwa obiekty dla psów . W konsekwencji będziemy mogli pomóc większej ilości zwierząt . Będziemy potrzebować pomocy przy przenosinach. Wiem, ze nas ludzie nas zawiodą :)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Nowe przytulisko

to kompletna klapa. Cóż z tego, że będzie częściowo zadaszone, oświetlone i z bieżącą wodą  , skoro jego powierzchnia jest kilkukrotnie mniejsza od powierzchni obecnego przytula. Nowy obiekt nie zapewni schronienie tylu psom co stary, nie da się w boksach o kształcie kiszki wstawić dwóch bud ( oby się zmieściły te , którymi dysponujemy). Materiały jakie zaproponował projektant muszą być ściągane z huty ( a mogły być użyte ogólnie dostępne.
Obecnie każdy z kojców w Miękowie ma powierzchnię 25 metrów kwadratowych, prawie w każdym stoją po dwie budy. W krytycznych miesiącach przetrzymywanych tam było 17 psów. Nowe boksy mają po niespełna 2 metry szerokości. jestem pewna, ze będą kłopoty z przeniesieniem bud. Osoby , które miały wpływ na podejmowanie decyzji w związku z tą inwestycją nie widziały przytula w Miękowie, kompletnie nie wiedziały o czym jest mowa gdy mówiłam, ze można zmniejszyć wielkość boksów o metr dzięki czemu zyska się dwa dodatkowe kojca a zwierzętom i tak ciasno nie będzie.
Usłyszałam, że pięć metrów kwadratowych dla psa to i tak powierzchnia większa niż niejeden człowiek w mieszkaniu swoim dysponuje. Przypominam, że mamy trochę inne potrzeby. Ludzie potrzebę ruchu realizują poza mieszkaniem psy też. Psy potrzebują więc więcej powierzchni aby wyładować energię , Kolejny fantastyczny pomysł to wstawienie do kojców mniejszych bud. To nie ważne jakiej wielkości pies tam zamieszka, ważne, że buda jakaś będzie tam stała.
I jeszcze jeden kwiatek - nie ma wskazań w przepisach co do wymagań jeśli chodzi o wielkość powierzchni kojców w schroniskach czy przytuliskach . 
Moje pytanie wobec tego brzmi - po co wydawać 150000 tysięcy na budowę klatowiska skoro można było pospawać klatki, takie dwa na dwa metry i powsadzać doń psy. Taniej by wyszło i cel byłby osiągnięty. Zapewniono by opiekę bezdomnym psom w gminie.
Pan, który projektował owo miejsce nie pokusił się o odwiedziny w Miękowie, gmina pożałowała miejsca na działce zabrakło tu troski o szczegóły. Mówiliśmy tym samym językiem o dwóch różnych obiektach.