1. IMIĘ: ARES
2. PŁEĆ : Samiec
3. RASA: mix labradora
4. WIELKOŚĆ: będzie duży
5. UMASZCZENIE: pręgowane
6. WIEK: ok. 5,5 miesiąca
7. STAN ZDROWIA : bardzo dobry
8.KASTRACJA/STERYLIZACJA: nie
9.UPODOBANIA
I NAWYKI : Ares to nietrafiony prezent dla dzieci. Niestety rośnie i
mały chłopiec nie daje już rady się nim opiekować. Na domiar zległo
rodzinę nawiedziła ciężka choroba mamy, która po woli odbiera siły. Choć
pies stał się przyjacielem chłopca to jednak rodzina podjęła decyzję o
rozstaniu. Psiak potrzebuje stanowczości i konsekwencji a te cechy są
obco dziecku. Ares ma szanse aby stać się mądrym i zrównoważonym psem ,
jednak aby to osiągnąć musi trafić pod skrzydła kogoś doświadczonego.
Chodzenie z nim na smyczy nie należy do przyjemności jednak szczeniak
szybko się uczy i ta niedogodność jest łatwa do skorygowania. Ares jest
psem pełnym energii i radości życia. Uwielbia gonitwy za patykiem i
długie spacery po lesie. Spuszczony ze smyczy wraca do swego opiekuna. W
domu na razie nie może pozostawać sam, musi nabrać pewności siebie i
przestać się bać samotności. Beztroski wyraz pyska psiaka wzbudza chęć
zaopiekowania się tym wesołym i bardzo radosnym psem. Ares może
przynieść konsekwentnemu opiekunowi wiele radości i satysfakcji ze
wspólnej wędrówki po życiu .
IMIĘ I NAZWISKO: Kacper lat 12
ADRES: Goleniów dotychczasowy dom
TELEFON KONTAKTOWY: 608020331 Agata
ADRES E-MAIL: yabadu.gold@vp.pl
INTERWENCJE
- akcje charytatywne (27)
- edukacja (11)
- interwencje (11)
- pogaduszki (235)
- w nowym domu (114)
- wolontariat (60)
czwartek, 11 kwietnia 2013
Gandzia
Staruszka, ma chyba 15-17 lat . Nikt nie jest w stanie zadecydować. Taplała się w błocie nad Ina , nie wiedziała gdzie ma się podziać . Wyciągnięta przez dobrych ludzi trafiła pod skrzydła Eweliny. Od wczoraj jest u mnie. Piękna nie jest ale jej stan mnie po prostu wzrusza. Bardzo dobrze daje sobie radę. Śpi na poduszce, ciągle nawilża sobie język, który bez przerwy wystaje jej z malutkiego pyszczka. Słabo słyszy ale widzi doskonale. Czasem się przewraca ale natychmiast wstaje na równe nogi. Śmieszne dźwięki wydaje. Ma trzy zęby. Nasz babinka malutka :)
BRYZA
Wreszcie jestem wyspana. Nocki na kanapie w salonie nie służą mi już. Ale cóż było robić skoro Bryza potrzebowała odrobinę wsparcia. Patrzyłam jak zmienia się jej podejście i postawa. Fajne to obserwowanie i jednocześnie męczące. Trudno jest wyczuć czego tak na prawdę oczekuje i potrzebuje pies zabrany ze schroniska. Jedno wiem , trzeba czasu i spokoju. Nie należny zbytnio ingerować i wpraszać się w życie takiego stworzenia. Ono musi samo nabyć swobody i pewności siebie. Nauczyć się i przypomnieć od nowa wszystko co pamiętało .zybko zakończyły się klopoty z brudzeniem w domu, szczekanie na kota, czy ciągłe łażenie za mną i ziejanie.
Bryza trafiła do mnie w niedzielę ( od piatku była u Sławka). zaczeła zchdzić i wchodzić po schodach. Nie mogła uleżeć w miejscu, cały czas truptala i ziajała, dużo piła. Wreszcie w poniedzielek wieczorem zaczęła się pokładać na chwilę. Przespała noc z poniedzialku na wtorek . Z godziny na godzinę była coraz spokojniejsza. Zaczęła się bawić pilką na podwórku, biegała za swoim ogonem. Na spacerach jej ogon zaczynał unosić się coraz wyżej . Chłonęla zapachy jak gąbka. Wszystko bylo cikawe.
Wielki potencjal w tej psinie drzemie. Kto ją wybierzę, będzie miał niesamowita okazję do odkrywania pokładów mądrości jakie w niej tkwią. Potrzebuje ona jednak czasu i cierpliwości aby oswoić się z dobrocią, czulością i opieką. Wiem, że jest gotowa na te wyzwania.
niedziela, 7 kwietnia 2013
siedem kropli
W piątek pojechałyśmy z Eweliną do Białogardu. Plan A dotyczył zabrania z tamtejszego schroniska suczki owczarka niemieckiego Bryzy. Wolontariusze znaleźli dla niej dom tymczasowy w Warszawie a skoro tak to nie było potrzeby aby czekała w schronie na ratunek zbyt długo. Rano w piątek plany jednak się zmieniły. Domy tymczasowe miały dostać jeszcze inne psiaki. Cztery szczeniaki porzucone wraz z matką, średnia suczka i dwa duże psy. Mój samochód ma jednak ograniczona ilość miejsca ( a szkoda) . Postanowiłyśmy zabrać szczenięta, Bryzę i Pigwę. Na miejscu okazało się, ze szczeniąt jest pięć i, że są duże. Kontenery na nic się nie zdały. Pigwa wylądowała na kolanach u Eweliny, Bryza na tylnym siedzeniu a banda pięciorga smrodów w bagażniku. Odór w jakim przyszło nam spędzić drogę powrotną był straszny. Na szczęście zwierzęta zachowywały się poprawnie. Zajechałyśmy po drodze do lecznicy Nowogardzie, gdzie obu suniom wyczyszczono uszy a Bryzie wykonano USG na przypadek gdyby była w ciąży. Oprócz świerzbowca nie stwierdzono aby cokolwiek poważnego im dolegało. Przed umieszczeniem ich w domach wszystkie przeszły kąpiel u Marzenki naszej w przydomowym spa dla psów.
Bryza trafiła do Sławka na weekend , szczeniaki do mojej piwnicy a Pigwa na kanapę w salonie :)
Mąż zadowolony nie był ale mu już przechodzi bo cała szóstka dziś opuszcza mój dom.
Jak się czułyśmy oddychając w aucie odorem schroniska , patrząc w zadowolone oczyska psiaków ? Smród nas uskrzydlał wręcz. Im bardziej oddalałyśmy się od tego miejsca tym większą satysfakcję czułyśmy. Radość rozpierała nas . Ewelinę tak rozparła, ze nie spała do czwartej rano :) Ja pogrążona w sprzątaniu szczenięcych odchodów byłam na tyle zmęczona, że dałam się objąć Morfeuszowi.
W piątek jeszcze pod naszą opieką trafiła chihuahua, która taplała się w Inie wieczorem. Staruszka z niej.Na razie grzeje kostki u Eweliny. Jak ogłosimy konkurs na największą paskudę Rózia zapewne wygra :)
![]() |
| Pigwa |
![]() |
| Bryza |
![]() |
| Rózia |
wtorek, 2 kwietnia 2013
BONITO
Pies rasy husky podjęty w Goleniowie przy ul. Pocztowej. Radosny , przyjacielski. Czeka na właściciela.
LOKI
Młody spaniel podjęty w Miękowie. Nie radził sobie kompletnie w budzie więc na święta trafił do DT Marzeny. Rozwinął skrzydła, poczuł się dobrze. W bezpiecznej atmosferze poznajemy jego charakter.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
SONIA - Koniczy dziś 9 lat
Mogłabym pisać o niej długo i namiętnie. Jest moja towarzyszka od dziewięciu lat. Dzisiaj ma urodzinki :)
Sonia jest psem zakupionym w pseudo hodowli w Szczecinie. gdy dojrzała w nas myśl o posiadaniu psa pojechaliśmy na giełdę w pewną majowa niedzielę. Niestety nie było tam goldenów ale organizatorka giełdy miała telefon do posiadaczki miotu maluchów. T w ten dzień akurat miała komunię swego dziecka dlatego nie stawiła się w ten dzień w szkole im. Małego Księcia. Umówiliśmy się z Panią , że poczekamy aż skończą się w jej domu oficjalne uroczystości i przyjedziemy po 16. Kilka godzin spędziliśmy u znajomych, po czym udaliśmy się pod wskazany adres. Pani zaprowadziła nas do pomieszczenia, w którym stał zbudowany z desek kojec a w nim szóstka żółtych , rozkosznych kulek sierści rozłaziła się na wszystkie strony. Wiedzieliśmy, że chcemy suczkę. Jedna trafiła na moje a druga na Andrzeja , męża mego , ręce. Popatrzyliśmy na siebie, nie upierałam się z nami do domu pojechała ta z rąk męża . Pięciokilowe pierdołowate coś zamieszkało z nami i świat zmienił się nie do poznania. Zmienił się zwłaszcza dla naszego młodszego syna. Z roku na rok Tomek nabierał pewności siebie i przestał się brzydzić wszystkiego co dotknął, przestał przejmować się dziwnymi zapachami . To coś dziwnie pachniało i potrafiło oblepić się cudami natury ale chęć pobawienie się z futrzakiem zawsze wygrywała. Sonia była, jest i pozostanie moim psem. To ja się o nią troszczę najbardziej, daje jej jeść, czeszę , wychodzę na spacery, do lecznicy, czyszczę jej uszy, szczotkuje stopy z piachu po spacerach , wcieram mokrą sierść. Każdy jednak z członków mojej rodziny nadał jej szczególne miejsce w swoim życiu, dla każdego jest bardzo ważnym dopełnieniem rytuału codzienności, każdy z nią wita się najpierw.
Sonia była i do tej pory po części pozostaje psem antyspołecznym. Nie bawiła się z innymi psami na wybiegu, nie podbiegała do każdego napotkanego człowieka, nieszczególnie przepada za małymi dziećmi, nienawidzi wody tej stojącej jak i tej spadającej z nieba. Zmieniła się od kiedy wspólnie jesteśmy domem tymczasowym dal psów i kotów. Mi się ta zmiana podoba i jej chyba trochę też. Dziewięć lat dla goldena to trzy czwarte życia. Dochodzimy po woli do końca naszej wspólnej drogi. Czego jej życzę- zdrowia bo nie chcę aby cierpiała kiedykolwiek, spokoju bo ten lubi bardzo, dożo piłek do zgubienia, podrzucania i memłania, przyjaciół tych ludzkich i zwierzęcych, tylu dni z nami ile w radości i szczęściu dane jej będzie spędzić z nami . Kocham Cię suczko moja :)
![]() |
| Tak wygląda dziś |
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























