INTERWENCJE

Aktualne oferty psów przeznaczonych do adopcji:

PSY DO ADOPCJI

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogaduszki.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pogaduszki.. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2015

Żal

przykrości czasem mnie spotykają . Nie , nie taki, które dotykają mnie osobiście . Takie które wzbudzą we mnie protest, zdumienie i powodują, że zastanawiam się do czego są zdolni ludzie. Jak głupi być potrafią, jak nieodpowiedzialni i beznadziejni.
Na szczęscie takich spraw nie jest wiele , dają jednak do myslenia.
 W moim mieście jest człowiek, któremu przeszkadzają koty na jego osiedlu. Zapewne nie jemu jedynemu. On jednak pisze do nas aby wskazać mu instytucję, która koty usunie bo srają pod auta, siedzą na klatkach, " atakują " dzieci i rysują karoserię. Nie godzi się ów człek na jakąkolwiek pomoc zwierzętom, pomoc która sprawi, ze nie będą włóczyć się po podwórku. Oczywiście listy są anonimowe, bo niegodziwość jest sprawą wstydliwą. Malo tego człowiek ten pisze w liczbie mnogiej, ze to mieszkańcom się nie podobają te zwierzęta. Nie wymienia ich imion, nie zebrał podpisów. Sam pisze wskazując, ze problem odczuwa większa grupa ludzi . Niewidzialnych dla mnie ludzi.
Pan ( trudno nawet o płci pisać skoro nikt pod listem się nie podpisał) stwierdza, ze jest nam obojętna krzywda dzieci ( krzywda zadana ponoć prze koty) .
 Dlaczego mam mnie interesować los dzieci, mieszkających na drugim końcu miasta, mających swoich rodziców, którzy dbają o ich los? Nie należę do organizacji pomagającej dzieciom ! Nie chcę i nie muszę .
są w moim mieście ( i zapewne w innych) ludzie którzy trują wolno żyjące koty. Czego takim życzę? Zatrucia , ciężkiej krwotocznej siedmiodniowej sraczki , rzecz jasna. 
Telefon do mnie. mam kłopot, suka się oszczeniła , ma 5 małych , będą duże, nikt ich nie chce. Czy mogę przywieść je do schroniska ( jaki patent na kłopot !) Pytam - czy Pani zdecydowałaby się je skazać na bezdomność w schronisku ? - Szybka odpowiedź - TAK .
 Pani wywiesiła jedno ogłoszenie ( zajefajne zaangażowanie w kwestie poszukiwania domów dla maluchów, wysiłek taki jak jasna cholera) . Pani nie wiedziała, ze jej suka jest w ciąży ( nie przytyła ?) , nie wiedziała, że można uśpić miot ( to pewnie takie straszne) . Strasznym nie jest oddanie szczeniąt do schronu): Debilizm .
Dobrze, ze nie rozmawiam z tymi ludźmi patrząc im w oczęta , pożal się Boże moi współbracia.
 Żałuje, ze nie mogę używać paralizatora na takich :)

środa, 25 lutego 2015

Sterylizacje - TAK

temat morze wałkowany przez lata , przez dziesiątki organizacji pro zwierzęcych. Jestem za ciachnięciem każdego psa i kot, który nie ma przeciwwskazań do zabiegu. Wystarczy przejść się do schroniska i zobaczyć ofiary nadmiernego rozmnażanie. Podczas kiedy właściciel szczeniąt potrafi się nad nimi roztkliwić to już z tym roztkliwianiem i troską u następnych nabywców czworonoga bywa różnie. A że bywa różnie to ja już dobrze wiem ):
 Zabieg sterylizacji nie jest  na tyle skomplikowany aby mógł przynieść suczce nadmierny ból. Psina otrzymuje leki przeciwbólowe . Źle czuje się praktycznie tylko dobę. Potrzebuje wówczas niewielką ilość ruchu i spokój. Moja Sonia będąc siedmioletnia sunią już an drugi dzień po zabiegu miał ochotę na bieganie z piłką. Zabieg został przeprowadzony rewelacyjnie. Długość szwu wynosiła 2,5 centymetra przy wadze psa 37 kilogramów ( golden ) . Nie wyobrażam sobie , że miałabym znosić okresy cieczki, krople krwi na podłodze i stado rozjuszonych chucią samców pod drzwiami. Oszczędziłam jej trudów tych dni, ofiarowałam jej zdrowie na starość.
Kastracja samca to jeszcze mniej skomplikowany zabieg. Jajka ciach i po krzyku. Najlepiej  go  wykonać  po za okresem letnim  kiedy to upały utrudniają gojenie.
Lekarzom weterynarii pracy nie zabraknie jeśli zabiegi te zaczną być wykonywanie masowo. Zwierząt w naszym kraju jest pod dostatkiem i będzie jeszcze dużo przez dziesiątki lat. I to jest przykre.
Moim zdaniem pies czy kot powinien stać się " produktem " limitowanym a przez co bardzo drogim.
Utrzymanie psa czy kota nie jest stosunkowo drogie . Pod górkę robi się gdy przyjaciel zaczyna chorować.
Każdy kto na to zasługuje powinien mieć szanse na posiadanie psa . Bogaty czy biedny. Znam bogatych, którzy wyparli się swojego zwierzęcia patrząc mi w oczy, znam biednych, którzy ostatnią złotówkę wydadzą na pupila. Nie ma reguły jednak trzeba byś świadomym decydując się na zwierzaka. Czasem jego leczenie , opieka weterynaryjna i leki to wydatek kilkuset złotych miesięcznie.
Sterylizacja i kastracja pomagają uniknąć wielu komplikacji zdrowotnych u zwierząt w późniejszym wieku.
Marzec jest miesiącem sterylizacji. Kilka już lecznic z Goleniowa  przystąpiło  do akcji oferując niższe ceny tych zabiegów w marcu. Sprawdźcie które lecznice wpisały się do programu i do dzieła :)
http://akcjasterylizacji.pl/

wtorek, 24 lutego 2015

obietnice niespełnione

już dawno przestałam wierzyć w obietnice ludzkie. Zwłaszcza ludzi, którzy myślą i takie wrażenie robią, że mogą coś zmienić. Parlamentarny Klub Miłośników Zwierząt i Pan Paweł Suski są dowodem na to aby zaprzestać wiary i porzucić wszelką nadzieję. Pana Pawła poznałam ( nie osobiście) kilka lat temu na spotkaniu zorganizowanym przez Urząd Marszałkowski w Szczecinie. Już wówczas mówiło się o powstaniu jednej bazy danych i czipów w Polsce. O obowiązku znakowania wszystkich zwierząt też się mówiło i o tym, że bazą zarządzać będzie Inspekcja Weterynaryjna. I na gadaniu się skończyło. Byłam świadkiem jeszcze kilku spotkań na wysokich szczeblach , w których uczestniczyło wiele mądrych osób. Dochodziło na nich do kłótni, czuć było emocje. I cóż z tego wynikło . A no nic. Bo to wszystko to zwyczajne bicie piany. Obiecanki cacanki i tyle. Dlaczego w tym kraju nie ma woli znormalizowania zasad postępowania z bezdomnością zwierząt. Kasy na budowę nowych schronisk nie ma ale na opłacanie wyłapywaczy bezdomnych psów jest. Zapomina się o nich , rachunek wystawiony a gdzie pies trafi to już nieistotne.
Pewni ludzie po prostu lubią się spotykając i pokazać że niby są zainteresowani sprawą. Wracają do stolicy usadawiają  się na stołkach  odznaczają w kajecie spotkanie i po sprawie. Pokazałem się , nie zarzuca mi, że w tej sprawie nic nie robię.
   Jest też druga strona medalu. działacze pro zwierzęcy. Znaleźć się w jednym pomieszczeniu z dwoma to wielkie ryzyko z siedmioma to armagedon. Wystarczy dorzucić do tego kogoś z inspekcji weterynaryjnej i jakiegoś samorządowca i wojna gotowa. Dogadać się te środowiska nie potrafią. Jedni na drogich kalumnie rzucają. I nigdy nie zadano na takim spotkaniu pytania - Co możemy wspólnie zrobić aby zwierzętom w tym kraju zaczęło się żyć lepiej ?
Nowelizacja ustawy to na razie utopia .... Może się doczekam jej uchwalenia. Może ...................................

poniedziałek, 16 września 2013

Wierzę w cuda

  Trwoga wielka mnie zdejmuje gdy myślę o naszych psach w Przytulu. Kojce pełne, w paru po dwa psy siedzą . Jaki los czeka naszych podopiecznych, gdzie trafią i na ktore wypadnia? Logicznie rzecz biorąc powinny wyjechać te, które najdłużej przebywają. Ale do diabła z logiką skoro do niech właśnie przywykliśmy najbardziej. 
Ironia i przewrotność losu sprawiły, że po bataliach wielkich i trwających dwa lata nasza gmina nie podpisała umowy ze schroniskiem w Białogardzie a stamtąd właśnie najwięcej psów obecnie znajduje domy w Niemczech.
Prawdę powiedziawszy jego właściciel powinien oddawać opłaty za psy, które są wydawane do adopcji niedługo po tym jak przejdą kwarantannę. Tak powinno zasadniczo być w każdym schronisku. Co dzieje się z kasą, która pozostaje po zwierzaku. Trudno powiedzieć. Zabiegi sterylizacji i leczenia zwierząt nie maja tam miejsca. Psy jedzą jakąś brunatną bryję. Gdzie lądują pieniądze- nie wiadomo.
Żal mi naszych psów, najbardziej . Powód jest jeden . Patrzę na nie, chodzę z nimi na spacery, zbieram nieczystości z kojców. Widzę jak bardzo potrzebują towarzystwa ludzi, jak bardzo chcą mieć domy. Ludzie patrzą na fajne zdjęcia jakie robię i myślą sobie one maja tam dobrze , wolontariusze dbają o te pieski, rozejrzę się dalej. 
Jestem przeciwniczkom istnienia schronisk w jakiejkolwiek formie. Niech tam ściany ze złota będą a miski zawsze pełne. Miejsce psa jest przy jednym opiekunie, w domu, na kanapie , w obejściu . Nasze psy z Przytula też sługują na szansę. Nasza nie wiem jak troskliwa opieka nie zastąpi im przyjaciela na zawsze. Robimy już chyba wszystko aby zwrócić na nie uwagę ludzi.
Zwierząt w tym kraju jest za dużo, nie są szanowane należycie i często stają się zbędnym balastem . Ich cierpienie spada na barki wolontariuszy, troska o ich los spędza nam sen z powiek.
Nie odgadłam po dziś dzień co kieruje ludzkim wyborem . Natura ludzka jest nie do ogarnięcia.













Tak wygląda ich codzienność i rzeczywistość w jakiej przyszło im żyć. To jest prawda a nie piękne zdjęcia zrobione na łące. Taki los czeka zwierzęta wyrzucone w naszej gminie. Później schronisko w Kołobrzegu.

poniedziałek, 9 września 2013

Adopcje !

  W ostatnim czasie nieoczekiwanie dom swój odnalazł AJs. W zasadzie to ten dom go odnalazł bo chłopak pozostał w dotychczasowym domu tymczasowym. Rodzina stwierdziła, ze rozstać się z nim nie zdoła. Pozostał trzecim psem w stadzie :)Do domu trafił Buenos ( mieszka w Goleniowie) i suczka o fantastycznym charakterze Boska.
W Przytulu pozostało jeszcze kilka psiaków. Czekamy na dobrych ludzi, rozsądnych co psa nie kupią a adoptują :)

Buenos

Ajs


wtorek, 25 czerwca 2013

Oddam dziecko w dobre ręce

Oto list jaki mógłby przyjść na adres jakieś placówki opiekuńczo wychowawczej na terenie naszego kraju :
 Szanowni Państwo
 Serce mi się ściska ale jestem w sytuacji bez wyjścia. Poszukuje nowego domu dla mojego 10 miesięcznego dziecka. Razem z nami mieszka też nasz ukochany sześcioletni pies racy labrador o imieniu Max.. Piesio jest  oczkiem w głowie, wielka radością i pociechą w trudnych chwilach. Niestety od czasu gdy na świat przyszło dziecko Max źle znosi jego obecność, z dnia na dzień staje się smutniejszy , gaśnie w oczach. Pojawiły się objawy alergii na ślinę malca, który raczkując zanieczyszcza podłogę , po której chodzi piesek. Dziecko zabiera mu zabawki, wchodzi do jego kojca , odbiera mu poczucie bezpieczeństwa. Ostatnio nawet nasze dziecko pociągnęło Maksa za ucho. Boimy się o jego zdrowie i życie. Mąż właśnie stracił pracę i zaczyna nam brakować na jedzenie dla psa. Teraz zdaję sobie sprawę , że decyzja o przyjściu na świat dziecka była nieprzemyślana ale stało się. Jeśli Państwo nie mogą zająć się dzieckiem to proszę o wskazanie miejsca gdzie mogłabym je zostawić.
Z Wyrazami Szacunku

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Komunikacja

podstawą egzystencji społecznej. Jednostki antyspołeczne nie korzystają z jakiejkolwiek formy porozumienia się . Nie odczuwają takiej potrzeby. ja się lubię komunikować. Werbalnie i niewerbalnie. Niestety zawsze jestem szczera w kontaktach międzyludzkich co zraża do mnie ludzi .Trudno, żyją z tym jakoś i mam się dobrze. Łżeć nie potrafię , a brakiem szczerości zwyczajnie się brzydzę. Rozumiem, że są ludzie mniej otwarci ode mnie - na nielicznych takich  twarzach czasem nawet obserwuję niesmak graniczący z odrazą.
Stawiam na szczere rozmowy, przekaz swych potrzeb i oczekiwań, współudział w dyskusji.
jeśli ktoś się nie określa nie istnieje , bo jak o nim można się dowiedzieć , że jest ? Jeśli ktoś się nie komunikuje oznacza , że nie chce a nie że nie ma czasu . banialuki i wymówki.

piątek, 19 kwietnia 2013

Zmiana imienia, zmiana życia

  na prawdę staram się bardzo ( co kosztuje mnie wiele ) aby nie przywiązywać się do zwierząt w Przytulu i tych , które goszczą w moim domu. Trudna to sprawa ale wypracowałam sobie system, który pozwala mi eksploatować moje uczucia bez szwanku dla zdrowia, zwłaszcza tego psychicznego. Co ludzie sobie w tym kontekście o mnie pomyślą jest dla mnie nieistotne. Są jednak psy czy koty, które w serce zapadają szczególnie bo historia ich życia choć wydawać się może nie nazbyt tragiczna to jednak toczy umysł i serce o drżenie przyprawia.
Manio trafił do mnie ponieważ patrol Straży Miejskiej przywiózł go do przytuliska. Z samochodu wyskoczył szczeniak pokaźnych rozmiarów z zawadiackim uśmiechem na pysku. Coś ni to labrador ni amstaf, kundel z kiepskimi manierami. Obiecałam mężowi, że przed świętami nie trafi do nas żaden pies ( mieliśmy mieć gości z dużym psem) lecz jak miałam zostawić tę psią pierdołę w boksie i w budzie. Czułam, że ma właściciela, wierzyłam w cud odnalezienia.
Przywiozłam go do domu. Nie tylko mężowi mojemu się to nie spodobało. Nasz Luzik nie był zadowolony. Zapał Mańka za nos i porządnie niem potrząsnął. Musiałam noc spędzić na kanapie, bo Manio mógł coś zbroić a co gorsza mógł stać się ofiarą nerwowych zapędów Luzia.
Na spacerze psiak zachowywał się jak dla mnie trochę skandalicznie. Ciągnął ja piorun i do tego co i róż naskakiwał na mnie. Szłam po lesie i zastanawiałam się kto go wychowywał. Zrobiłam cchłopakowi  zdjęcia , co nie było łatwe gdyż on w ciągłym ruchu się znajdował, i zamieściłam je w sieci. Nie czekałam długo na odzew. Okazało się, że pies znany jest mojej koleżance. Przychodzi z nim na wybieg mały chłopiec.  Sam opiekuje się psem a jakie są tego konsekwencje widać było gołym okiem. Maniek potrafił wykonać komendę siad i podaj łapę i to by było na tyle. Wydrukowałam plakaty rozwiesiłam na ulicy na której mieszkał Maniek i szybko odezwała się właścicielka. Dzieci bardzo ucieszyły się ze spotkania z przyjacielem . Maniek okazał się Aresem.
Porozmawiałam z kobietą. Z powodu choroby nie może pomóc synowi w opiece nad psem. Dzieci bardzo prosiły więc dostały szczeniak w grudniu.Stwierdziłam, ze chłopiec lada moment nie da rady wyprowadzać Mania na spacery bo skończy się to tragicznie dla psa lub chłopca. Zaproponowałam pomoc w znalezieniu mu nowego domu.
Ogłoszenia poszły w świat a do mnie zaczęły napływać esemesy ponaglające, zapytujące czy wręcz naszpikowane szantażem emocjonalnym. Czuć było wyraźnie, że kobieta psa chce się pozbyć z domu jak najszybciej, że jest zawadą i kłopotem. Tak nagle przestał mieć znaczenie, stał się rzeczą gdy tylko podrósł i zaczął sprawiać problemy. Myślałam i myślałam o psiaku. Po jednej wizycie w jego domu doszłam do przekonania, ze jest bity. Bardzo bał się kobiety, która ani jednego dobrego słowa nie potrafiła o psie powiedzieć. To przecież w tym domu Manio spędził ostatnie cztery miesiące życia, to ci ludzie kształtowali jego charakter ale za wszelkie przewiny obarczany był pies i jego energiczna natura. Przejęłam mentalną opiekę nad Mańkiem a smutek mój z powodu jego pobytu w tamtym domu rósł z każdym dniem.
Jak mówią nadzieje umiera ostatnia. Wypatrzył go w necie człowiek, który zapałał do psa sympatia i zapragnął ofiarować mu dach i przestrzeń do życia. To była przemyślana i przedyskutowana z rodziną decyzja. Nowa rodzina Mania wie jakie kłopoty może sprawiać , nie wzbrania się od pracy nad szalonym i rozbrykanym psiakiem. Od momentu kiedy zadecydowano o adopcji do czasu kiedy trafił na swoje nowe podwórko nie minęła godzina. Kamień z serca i łzy radości, że pies jest wolny od przemocy i niewygód, ograniczonej ilości spacerów i poszturchiwania. Od niechęci i obojętności.
Maniek ma inne imię- Atos się zowie i wraz ze swym dożo starszym kolegom Portosem strzeże obejścia . W przyszłości zastąpi seniora. Teraz musi się wiele nauczyć i postarać się poskromić psi entuzjazm i nieustającą ochotę okazywania niepohamowanej miłości do ludzi. Wyrośnie, jestem pewna przy boku odpowiedzialnych opiekunów na porządnego a przede wszystkim szczęśliwego  psa.
 Z całego serca dziękuję za ratunek dla Mania. 
Zwierzęta mają pojawiać się w naszych domach po to aby przynosiły radość i poczucie odpowiedzialności za kogoś słabszego, zależnego od nas. Kto tego nie rozumie nigdy nie powinien stać się przewodnikiem zwierzęcia. Dla psa to chodzenie po linie z zamkniętymi oczami. Balansowanie nad przepaścią .....

środa, 20 marca 2013

W Przytulu pełno.

    9 kojców zajętych przez 11 psów , plus pięć w dt . Ktoś się uwziął i podrzuca nam bezdomniaki. Nie jest dobrze. Transport do schroniska wydaje się być nieunikniony. Będzie żal żegnać się ze zwierzakami. Ludzie kochani trochę rozsądku i odpowiedzialności. Jutro zdjęcia nowych psów .

poniedziałek, 25 lutego 2013

Żal wylany

   Dokopać leżącemu to motto narodu i mieszkańców krainy, którą dzielę z takimi jak ja stworami. Ludkowie są pełni nienawiści i prędzej wyszukają Twoje wady niż zalety, popchną prędzej niż dłoń pomocną podadzą.
Bezczelni są moi pobratymcy. Chciałabym oświadczyć, że nie pomogę więcej w znalezieniu domu dla żadnego szczeniaka właścicielskiego, który celowo i z premedytacja na tym świecie się pojawił.
Telefon:
 drynnnnn
- słucham
- czy to Pani A....tka ( już włos mi się jeży ) - tak na mnie w przedszkolu wołali
- Taaa
- Mam kłopot, moja sunia się oszczeniła,
To Pani kłopot, nie mój.....

Tak się będą kończyć takie rozmowy.
Ludzie potrafią mieć w domu niewysterylizowaną  sunię i niewykastrowanego samca, pozwalają aby suczka w ciąże zaszła a później nie chce im się nawet ofert wysłać, zdjęć zrobić lub robią je byle jakie. Żenada i brak słów.
 Ja nie jestem od tego aby za właścicieli zajmować się przychówkiem ich suk!!!

piątek, 22 lutego 2013

Takie tam

  Wiele smutnych słów musiałabym napisać aby odtworzyć wydarzenia ostatnich dni. Nie chcę tego bo wpędzam się tylko w podły nastrój. Potrzebujemy Waszej pomocy aby zmieniać ten świat.  mówić trzeba wszem i wobec o potrzebie zapewniane zwierzakom opieki godziwej. Nie możemy w tym względzie liczyć na  urzędników ( pomijam naszą gminę ) . większość z zasiedziałych na stołkach nie jest zainteresowana rozwiązaniami jakie są powszechnie stosowane. Nie pojadę więcej na takie spotkania, bo czuję, że czas straciłam i wiele mi umknęło. Wdzięczna jestem Ewelinie za towarzystwo. Więcej od niej się nauczyłam przez te parę godzin. Dobrze, że do końca dzień nie był stracony.
Samotność i  bezradność - to czuję najdotkliwiej i stan ten przetrwać muszę.
 Odwiedziłyśmy wczoraj przy okazji wycieczki do Koszalina schronisko w Sosnowicach , realizując tym samym nasze długotrwale pragnienie. Dość przytulne to miejsce i jak Ewelina powiedziała tylko dwa psy mówiły do niej - weź mnie do domu. Schronisko przepełnione nie jest, panuje tam lad i porządek. Obsługa dba o dobrostan psiaków .
 Moją uwagę przykuł mieszaniec sznaucera olbrzymiego, kilka maluchów  w wieku ok. 6 miesięcy i karmelowy szorstkowłosy, przerażony piesek. Popłakałam się.
 Każdemu komu przyjdzie do głowy zakup zwierzaka, zwłaszcza z pseudo hodowli , polecam wyjazd do schroniska . Nie wyjdziecie z pustymi rękoma .
Pamiętajcie i myślcie o nas i naszych podopiecznych. Potrzebujemy dobrej energii aby podtrzymać entuzjazm, aby płomienie które w nas się tlą nie zgasły z powodu głupoty i bezduszności ludzkiej .

wtorek, 29 stycznia 2013

Norki - temat rzeka

  wiem jestem cyniczna . Bronię praw zwierząt do wielu rzeczy a spożywam je codziennie. Obłuda? Raczej przywiązanie do tradycji , kuchni, gotowania. Lenistwo? Możliwe.
Pisałam o tym już wcześniej. Nie wierzę, że  zginie mniej zwierząt w tym kraju tylko dlatego że przestanę jeść mięso. O tym, że przestanie je jeść duża liczba ludzi zapomnieć trzeba bo to mrzonki.
Jeśli życie zwierząt gospodarskich godniejszym stać się może a ich śmierć nie będzie naznaczona cierpieniem podczas transportu, bólem i świadomością umierania to w tym kierunku raczej moje działania skierować skłonna jestem. Czy mam prawo oceniać ludzi - rzadko sobie je daję a jeszcze rzadziej korzystam z niego publicznie.
Rzecz będzie o futrach. jestem przeciwniczką chowu zwierząt na futra. Powszechnie wiadomym jest, ze nasze województwo jest zagłębiem hodowli norek. Jaki żywot te zwierzęta wiodą wiadomo, o tym, żeby je wszystkie wypuścić mowy być nie może. Można zabić na te cholerne futra wszystkie żyjące na fermach zwierzaki, matek nie zapładniać i po kłopocie będzie.
 Nie dalej jak wczoraj dowiedziałam się, że norki są u nas hodowane między innymi dlatego aby zjadać resztki po uboju brojlerów. utylizacja tych resztek była by niezwykle kosztowna, zatruła by środowisko i takie tam pierdy. jest zwyczajnie potrzebna i basta. 
Pytanie jedno mnie tylko nęka- Jak dają sobie radę z odpadkami produkcji zwierzęcej kraje, w których wprowadzono zakaz hodowli norek ? Czy w tych krajach nie produkuje się brojlerów, nie ma rzeźni i zakładów przetwórstwa mięsnego ?
Za tymi futrami stoją ogromne pieniądze i masa zatrudnionych ludzi. Wiem oni wszyscy pragną utrzymać rodziny tylko, że chyba takich bzdur nie wymyślają aby za argumentować swoje zaangażowanie w ten przemysł.
Ostatni dowiedziałam się że na pewnym spotkaniu ludzie zaangażowani w produkcję ( idealne słowo )  zwierząt futerkowych złożyli propozycję pewnemu włodarzowi - dofinansowania budowy przytuliska. ten odparł , że z tym gmina da sobie radę  i padła propozycja aby środki przekierować na sport lub kulturę.
 No to fajowo , że takie oferty są składane . Nie mam żalu, że nie dołożą się do budowy Przytula w Budnie - pieniądze nie śmierdzą i nie jest na nich napisane skąd pochodzą. Pytanie brzmi dlaczego tak hodowcom i producentom ze świata norek zależy aby dopomóc lokalnej społeczności, czy jest coś na rzeczy, czy węszą zmiany, czy boją się reakcjonistów ? Może się czegoś obawiają , może mają coś do ukrycia ?
Tysiące norek ginie co roku w naszej okolicy po to aby próżne baby w Chinach i Rosji mogły na swoje tłuste ramiona założyć płaszcz utkany ze śmierci ):
 Jakie zwierzęta zjadają ich mięso? Zna ktoś odpowiedź? Czy ich życie było godne ? Czy mają prawo do godności i szacunku. Czy ja mam prawo wypowiadać się w ich imieniu?

środa, 23 stycznia 2013

Potrzebny milion dolarów

   To nie żart tylko moje marzenie. Moje i jeszcze kilkorga szaleńców co z głowami w chmurach chodzą i wierzą, ze można zmienić świat i robią to. Po co nam ta kasa . Na lecznicę dla naszych i jeszcze innych zwierzaków. Na aparat rentgenowski dzięki któremu w Goleniowie będzie możliwa dokładna diagnostyka złamań. Na zatrudnienie dwóch wspaniałych kobiet, które serce mają dla zwierząt i są doskonale w dziedzinie sterylizacji . Na to aby ściągnąć do naszego miasta choć na dwa dni w tygodniu doskonałego lekarza, człowieka o cudownym charakterze, czułego na ból i cierpienie braci mniejszych, który będzie operował zwierzaki . Na USG i wszelką potrzebną do ratowania zwierząt aparaturę diagnostyczną a przede wszystkim na program sterylizacji zwierząt, która jest jedynym , najlepszym sposobem na zakończenie cierpienia . Nie ma innej drogi!!! Wielu mieszkańców naszego miasta spotykamy w innych lecznicach do których z konieczności musimy jeździć. Wierzę, że jest możliwe aby w naszym mieście powstał doskonały punkt pomocy zwierzętom, centrum adopcyjne , edukacyjne i szkoleniowe, które będzie przystanią  dla ludzi kochających życie, ceniących wyższe wartości, dla zwierząt w potrzebie i dla ludzi którzy będą potrzebowali przyjaciela. Nie miejsce gdzie będzie można porzucić zwierzaka tylko dowiedzieć się jak tego nie zrobić. Może ja naiwna jestem ale ta bańka to nie jest dużo kasy. Świat na zbrojenia wydaje więcej, urzędnicy trwonią w tym kraju więcej ( a sprawy zamiatane są pod dywan) na wódę i papierosy wydajemy tyle kasy. Wiem, że jest tam gdzieś człowiek, który czyta tego bloga i wesprze nas w bezsilności . Jak już się zdecydujesz to napisz do mnie :) Pozdrawiam Cię nasz Darczyńco

sobota, 12 stycznia 2013

Szkoda mego czasu



 Na pewne sprawy.......................... całą korespondencję przekazałam prawnikowi, który po zapoznaniu się z nią zdecyduje co z tym dalej robić. Smutne, że drobne rzeczy mogą wywołać taką burzę niepotrzebnych słów, gróźb i złości. Zapomniałam o...... czymś. Dowiedziałam się, że jestem niemiła ( czasem jestem) , leniwa
( z rzadka) , niegrzeczna ( nie byłam choć ta osoba wylała całą niechęć do tego świata na mnie ) , i choć ktoś wyraża o mnie swoje subiektywne opinie to mi odbiera to prawo, pragnie decydować o tym co mam pisać na blogu, chce abym usuwała zeń treści, które wcześniej z własnej woli mi udostępniła nie zaznaczając , że są tej osoby własnością. i nie życzy sobie ich publikowania.
Groźby ( było ich dwie) to ciekawa sprawa. W moim subiektywnym odczuciu dość poważna.
Ja muszę być silna, zdrowa, nie mieć kłopotów, nie czuć bólu straty za to inni mają do tych przypadłości prawo no i współczucie trzeba w związku z tym okazywać. ja mam być robotem, bez uczuć i słabości. Do słabości prawo mają inni. Szacunek przynależny się ludziom wszystkim , nie tylko starszym ode mnie, słabszym, bardziej schorowanym,  nie wiedzieć czemu myślącym, że los mógł ich bardziej doświadczyć niż mnie. Szacunek zdobywa się w sposób inny moim zdaniem. Na przykład  wybaczając i odpuszczając sobie, nie zastraszając. Ja wybaczam . Zwyczajnie nie rozumiem jak w sobie można nosić tyle słów, tyle goryczy, żalu, jak można grozić drugiemu człowiekowi i próbować go zastraszyć krzywdą jaką można  mu wyrządzić ?
P.S.
Mój tata do mnie mówi, że nie można go denerwować bo on jest nerwowy . Ja nie jestem nerwowa? Mnie też nie można denerwować - nikogo nie można. Tak jak szybko potrafię się wkurzyć , tak szybko mi przechodzi. Mojemu tacie przechodzi trochu dłużej :)

piątek, 21 grudnia 2012

To zła kobieta była

  Jak niefajna kobietą trzeba być aby w piątek za dwadzieścia trzecia zadzwonić do mnie i zjechać mnie przez telefon ( nie przedstawiając się oczywiście z nazwiska) za to, ze nie odebrałam do dziś Paczki dla psiaków z Zespołu Szkół Specjalnych. Droga Pani , nie robię sobie kpin ja zwyczajnie nie jestem Robokopem , mam też życie osobiste i tysiące spraw na głowie. Koleżanka , która mogłaby za mnie to zrobić zajmuje się obecnie chorymi dziećmi a ja nie leżę brzuchem do góry. Cholera nikt nie ma do mnie takich pretensji a w kilku szkołach karma zalega nadal. Jak można zadzwonić do mnie w tak piękny dzień i tyle jadu z siebie wylać. Jest Pani niedobra i tyle ... Pożyczyłam Pani wesołych świąt  ale zastanowię się czy nie zmienię życzenia !!!

środa, 19 grudnia 2012

Życzenia dla.......

   Kolejny raz ( dla mnie już 47) nadchodzą święta. W pamięci wracam do tego co dał mi ten miniony rok- chyba wiele dobrego. Choć w zgiełku zakupowego szaleństwa  moich współbraci trudno jest mi się odnaleźć i zrobienie codziennych drobnych zakupów w tym czasie staje się zadaniem ponad siły, to mimo wszystko mam czas na zadumę i refleksję. Przypominam sobie wszystkich dobrych ludzi, których spotkałam, fajne rozmowy jakie miałam  okazję przeprowadzić, myślę o szczególnych dla mnie osobach - wolontariuszach, którzy nie szczędzą sil ani swego czasu aby być, działać i pomagać. staliśmy się dla siebie bardzo bliscy :)
Choć nie ma we mnie szczególnej radości z powodu tych świąt to jednak jakowaś iskierka w sercu kiełkuje. Lubię dziękować i odczuwać wdzięczność , to jest łatwiejsze niż przyjmowanie podziękowań i dowodów uznania. ( moja praca wydaje mi się taka normalna i codzienna, robię to co lubię i tylko czasem z trudem przychodzi mi pogodzenie codzienności z misją jaką sobie wyznaczyłam )
Za to, że jesteście ludzie kochani Bardzo Dziękuję:
 naszym przyjaciołom, którzy wspierają nas w dowolnej formie ( dla mnie każdy drobiazg, słowo- gest ,jest bezcenny),
 ludziom, którzy adoptowali z Przytula i naszych domów zwierzęta - daliście im tożsamość, dom, miłość- nie kupiliście , wzięliście od nas i wpuściliście do serc swoich !!!
 dziękuję rodzinom wszystkich wolontariuszy, za wsparcie rzeczowe i finansowe, za to, że są z nami przy każdej okazji, że często wbrew własnej woli znoszą towarzystwo kolejnej psiej czy kociej biedy, która akurat woli załatwiać się gdzie popadnie i nie traktuje poważnie uwag o zachowaniu porządku i czystości, 
ludziom, którzy trwają przy mnie znosząc mój charakter, cierpkie uwagi, durny dowcip czasem apodyktyczność - moim wolontariuszom - kochani bez Was nie ma sensu nic na tym świecie :)
Lekarzom i pracownikom  z lecznic, które udzielają pomocy naszym zwierzakom, za okazaną czułość pomoc i zrozumienie oraz rabaty ( kocham to słowo:)
Pracownikom UM w Goleniowie, z którymi się stykam , za życzliwość i zrozumienie dziękuję .
wierzę ( i nie wstydzę się tego ) w Opatrzność, Jestem wdzięczna za moje życie, które jest po prostu zajefajne !!!
 Na Święta Wszystkim życzę jadła dobrego ale spożytego z umiarem. Obyśmy jak najmniej musieli wyrzucić z tego co przygotujemy, dobrych i szczerych słów od ludzi, radości i uśmiechu ( zmarszczek od tego przybywa ale jak jest fajowo z bananem na gębie ) , Szczerości i otwartości - tylko one dają podwalinę autentycznej przyjaźni . radujcie się bez umiaru, wolnym czasem spędzonym z rodziną lub znajomymi. Dajcie sobie upust złym nawykom, pofolgujcie sobie .W Nowy Rok przyjdzie czas na podjęcie postanowienia poprawy a do tego czasu - Radujcie się Kochani !!!



                                                    Co to za psiak życzenia nam składa ?

Bałer -wieści z domku

   Na osłodę naszego trudu, łez wylanych i serc ciągle zatrwożonych :

Witam!
Chce  podzielić  się  z  Wami miłymi informacjami na temat jednego z Waszych
podopiecznych  -  psa  nazywanego  przez  Was  Bałer, którego w październiku
wzięliśmy z domu tymczasowego Pani Eweliny.
Runo  -  bo tak się teraz pies nazywa - wyrasta na dużego, silnego i mądrego
psa.  Świetnie  zintegrował  się z naszym psim stadem, jest wesoły, aktywny,
ciekawski,  czujny.  Bardzo szybko się uczy, na spacerach trzyma się zawsze
blisko.  Wyśmienicie  radzi sobie jako pies stróżujący: mieszka w ocieplonej
budzie,  tak  jak  nasz  drugi  wilczurowaty  pies, szczeka donośnym basem i
ogólnie  udaje  bardzo groźnego psa, choć wcale taki nie jest. Jednocześnie
równie dobrze radzi sobie w domu robiąc za przytulankę :) Nasz kot bardzo go
intryguje, ale bardziej chodzi mu o zabawę niż groźne gonitwy.
Runo  wazy  już  28  kg  (  gdy  go  wzięliśmy ważył 21kg ), urósł, ma gęstą
błyszczącą sierść i jest po prostu piękny.
Ja i moja rodzina chcemy podziękować wszystkim wolontariuszom za Wasza prace
na  rzecz  zwierząt. Myślę że fakt iż Runo jest zdrowy i szczęśliwy jest dla
Was  najlepsza  nagroda, ale i tak należą się Wam słowa uznania. Możecie być
pewni, ze zapewnimy Runo dobra opiekę aż do końca jego dni.
Przesyłam  kilka  zdjęć  Runo i naszych pozostałych psów. Już teraz widać ze
jest największy z nich, a on ciągle rośnie...:)
Jeszcze  raz  dziękujemy,  szczególnie  pozdrawiamy  Panią  Ewelięe, i życzymy
Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!
Dorota




wtorek, 18 grudnia 2012

Majka - pożegnanie

    Jestem w środku wypalona i nie potrafię wypowiedzieć tego co czuje po tym jak wczoraj przeprowadziłam za tęczowy Most naszą ( bo to w zasadzie nigdy nie był mój pies)  dziewiętnastoletnią psinkę Maję.  Mała od kilku dni nie jadł i nie pila, gasła w oczach i bardzo chudła. Podtrzymywanie jej przy życiu przy pomocy kroplówek i zastrzyków wzmacniających wydało mi się bezsensem. Byłam przy niej do końca ,za co wdzięczna jestem lekarzowi, czułam jak wydala ostatnie tchnienie. Nie była sama w obcym jej miejscu z obcymi , choć bardzo czułymi ludźmi. Maja od kilku już lat ledwo widziała i nie słyszała. Przestała wychodzić na spacery z tata bo już jej sil nie starczało. Trafiła do mnie z ulicy ( czy to był zwiastun tego co będę robić?) Znalazłam ja pod byłym Pewexem jak krzątała się nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Zabrałam do domu. Niestety moje małe wówczas dzieci nie do końca ogarniały ideę posiadania zwierza w domu i w ten oto sposób Majka trafiła pod dach mojej mamy. Żyło jej się tam bardzo dobrze. Nigdy nie lubiła moich dzieci :) i naszego sąsiada Pana Zenka . tata nauczył ją szczekania na tego Pana, darła się w niebo głosy jak tylko pojawiał się na rogu, czuła, ze nadchodzi . Później przestała szczekać, nie dostrzegała jego sylwetki przemykającej drugą stroną ulicy. Po śmierci mojej mamy wróciłam na dawne śmieci, opiekę nad Majka przejął mój tata. Łazili sobie razem na spacerki do czasu aż Majce nogi odmówiły posłuszeństwa. Nie czułam się bardzo  związana z tym psiakiem a ona nie była związana ze mną.Żyłyśmy  obok siebie, ale to ja zawsze jeździłam kiedy trzeba było z Majką do weterynarza, kąpałam ją i strzygłam kiedy to wizyta u psiego fryzjera stawała się aktem okrucieństwa wobec tej starowinki.
To dziwne uczucie, czuć się takim pustym. Powinnam chyba czuć ulgę, że już nie cierpi, że jest szczęśliwa, że spotkała się moją mamą, którą kochała najbardziej na świecie. Nie czują nic- jest mi zwyczajnie smutno.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Adopcje

  Trzy psiaki w ostatnich dniach znalazły domki. Borys, Kalu i Zefir. We wtorek może do nowego domu pojedzie szalony Zefir :) Maru , kociak mój ulubiony też pojechał do domu w Szczecinie. Dobre to wieści są i wielce pokrzepiające .

niedziela, 18 listopada 2012

Smutny poranek

   Dzisiejszy ranek przyniósł łzy rozczarowania i bezsilności. Najmniejszy kociak z przytuliska odszedł w kontenerze w domu tymczasowym. Sześć maluchów mieszkało tam od poniedziałku. Leczyliśmy je na koci katar. Malutka ( została dziewczynka, bo darła się w niebo głosy za każdym razem gdy mnie widziała)była drobniutka i w najgorszym stanie, jednak nic nie wskazywało na tragedię. Nie opłacało się nam ich wozić co drugi dzień na zastrzyki aż z Miękowa. Dzięki uprzejmości i ogromnym sercom Małgorzaty i Jacka mogliśmy ulokować je u nich. Koci katar przeszły już wszystkie małe kociaki jakie trafiły do przytuliska. Leczenie ich tam jest zwyczajnie niemożliwe.
Kocie pochowałam w Miękowie . Leży w lesie razem z Kropelka i kocurem , którego ciało zabraliśmy z ulicy. Kolejny pochowek, kolejny smutek na nasze głowy spadł..........
Kochani w przytulisku mamy cztery czarne maluchy przepięknej urody, jedna kotkę trikolor ( Kropę) jej brata Maru i jeszcze jednego biało czarnego samca. Wszystkie są młode i dają się głaskać. Nie pozwólmy im zamarznąć w przytulisku.