INTERWENCJE

Aktualne oferty psów przeznaczonych do adopcji:

PSY DO ADOPCJI

czwartek, 1 lipca 2010

Koty z ul.Sadowej

    Parę tygodni temu otrzymałam list od prezes TOZ odział Szczecin w który był inny list z daleka , bo jak się okazało później aż z Łodzi

 Witam.Pilnie potrzebna jest pomoc.W Goleniowie mieszka bardzo odpowiedzialna młoda osoba,dziewczynka o bardzo dobrym serduszku,nie potrafi przejść obojętnie obok bezdomnego,głodnego stworzenia.Dziewczynki w Jej wieku trwonią kieszonkowe na głupoty a Patrycja dokarmia zwierzątka.Troskliwie opiekuje się bezdomnymi zwierzątkami,ostatnio dowiedziałam się,ze jest "u niej" już kilkanaście kociaków,które pilnie należy wysterylizować.Niestety kilka tygodni temu jedna z kotek znowu się okociła.Patrycja nie jest w stanie pokryć kosztów sterylek nie ma też dochodów ani możliwości dowozu kociaków do lecznicy lub najbliższego schroniska.Rodzina Patrycji jest coraz bardziej zaniepokojona dziewczynka opiekuje się jeszcze innymi zwierzątkami i nie ma pomocy od nikogo.Zwracam się z prośbą z góry obiecuję pokryć koszty paliwa.Sama z doświadczenia wiem,ze aby pomagać trzeba mieć pieniądze.Dlatego bardzo proszę o pomoc,w sterylkach.Z poważaniem czekam na odpowiedz.

 Nasza prezes odpowiedziała:

Szanowna Pani z ogromną satysfakcją zapoznałam się z treścią Pani listu w którym opisała Pani trud młodej dziewczyny w zakresie pomagania zwierzętom. I choć z listu tego wyłania się obraz niepokoju i bezradności wierzę że wspólnie znajdziemy jakieś rozwiązanie problemu................... Na całe szczęście w Goleniowie mamy wspaniałą wolontariuszkę ( to o mnie), która z pewnością pomoże nam w rozpoznaniu tego problemu i znalezienia sposobu na jego rozwiązanie. Pozwalam sobie przesłać kopię tego listu do niej byśmy wspólnie poszukali rozwiązania.  Proszę dać nam chwile czasu na rozpoznanie sprawy i doprecyzowanie naszej pomocy.

    Pojechałam i rozpoznałam. Zastałam maluchy z kocim katarem ( już są zdrowe) samicę w ciąży, jedna karmiącą, jeszcze jedną i dwa samce plus sześć maluchów. Poznałam tez Patrycję , niezwykłą dziewczynkę o wielkim sercu i niesamowitej odpowiedzialności. To dzięki niej maluchy wyzdrowiały bo razem ze swoją mamą przez 10 dni podawały im leki i zakrapiały oczy. Patrycja od czterech lat opiekuje się tą populacją. Teraz już dwie kocice i jeden kocur są po sterylizacji. Rany po kocich pazurach goja się długo, ale satysfakcja po tym co się zrobiło trwa jeszcze dłużej. Takich młodych dam jak Patrycja nie spotyka się codziennie. Wiem że mogę na nią liczyć i,że mnie nie zwiedzie. Właśnie podjęła się ( wraz z inną wolontariuszką) podawania leków na koci katar maluchom z ul.Matejki. Patrycja jesteś WIELKA. Dziękuję CI!!!!!!!!

środa, 30 czerwca 2010

Bardzo smutna opowieść

       Super znowu mnie zabierają do samochodu. Jak ja lubię te jazdy. Taka wycieczka przeważnie  kończy się czymś przyjemnym. Zabawą na działce lub długim spacerem po lesie. Czasem zabierają mnie do takiego pana.Dziwnie tam pachnie lekami i wbijają mi w kark igłę. Wszyscy powtarzają, że to dla mojego dobra...Co oni mogą wiedzieć. Może dzisiaj wycieczka autem skończy się przyjemnie. Jedziemy, jedziemy .......To chyba jednak będzie kolejna wizyta u  tego no...wete...ete..weterynarza!!! Jakie to trudne słowo. Po co im są słowa. Ja powiem hau , hau i wszyscy znajomi mnie rozumieją. Ale zaraz pora jakaś dziwna. Ten pan nie pracuje o tek późnej godzinie. O tej ulicy zupełnie nie znam. Samochód zwalnia. Może mają tu nowych znajomych . Super!!!! Poznam fajnych człowieków. Przystajemy. Wypuszczają mnie pierwszego. Obracam głowę czekając aż wyjdą. Trzask zamykanych drzwi. To jakaś nowa zabawa. Odjeżdżają. Już wiem bawimy się w ganianego. Biegnę i biegnę coraz prędzej. Kolejny zakręt a oni coraz dalej. Już bolą mnie małe nóżki, pościerałem pazury i skórę na opuszkach. Kolejny zakręt.... Już ich nie widzę. Boże co się dzieje. Gdzie oni są. Jak sobie poradzą beze mnie. Nie dogoniłem ich. Nie zasługuję na ich miłość...........

         Dzisiaj na ul. M.Konopnickiej nieznani sprawcy wyrzucili z samochodu na wysokości MPGK  kundelka. Co myśli taki psiak w momencie porzucenia tego nie wie nikt. Ile cierpienia niesie ze sobą taka niegodziwość wie tylko psiak. Nie znalazłam go. Mam nadzieję, że trafi do Białunia a ja spróbuję znaleźć mu lepszy dom.

        Jeśli wasz sąsiad nagle przestał wychodzić z pupilem na spacer zapytaj co się stało. Zainteresuj się. Jeśli widzisz, że ktoś wyrzuca zwierzaka z samochodu, spisz numery, zgłoś na policję. Zło i krzywda wokół nas dzieje się wszystkim istotom tylko dlatego, że na to się godzimy i dajemy ciche przyzwolenie sprawcom na ich niecne działania.

Koty wolno żyjace

Jest do wzięcia od zaraz siedem kociaków obu płci. Wszystkie po leczeniu skore do zabaw i kocich figli, wszystkie przepięknej urody. Zdjęcia będę dodawać sukcesywnie jak tylko uda się uchwycić maluchy.

W tym czasie bardzo narasta problem podrzucania na osiedla i na posesje malutkich kociaków. Trudno jest zaradzić ludzkiej bezmyślności. Jedyne co mogę robić to namawiać ludzi do sterylizacji kocic. Zawsze tam gdzie chodzi o pieniądze rozmowa staje się trudna. Populacjami bezdomnych kotów opiekują się przeważnie starsze panie na emeryturze. Tym co mają dzielą się ze zwierzętami. Słyszałam o takich, które na raty wysterylizowały kocice ze swojego terenu. Z ekonomicznego i humanitarnego  punktu widzenia to najlepsze wyjście. Nie trzeba będzie w przyszłości dokarmiać powiększającej się sukcesywnie populacji. Namawiam wszystkich na wspieranie takich ludzi. Jeśli chcecie pomóc inaczej to proszę o wpłaty na konto TOZ oddział Szczecin  63 1020 4795 0000 9402 0103 5419 z dopiskiem Goleniów.  Na subkoncie Goleniowa zbierane są pieniądze na sterylizację naszych bezdomniaków i inne realizowane przeze mnie cele związane z opieką nad zwierzętami.

wtorek, 29 czerwca 2010

Łatek

     Ten pękaty, tłuściutki maluszek został wczoraj podrzucony do jednego ze sklepów meblowych na terenie Goleniowa. Jego właściciel zasługuje na słowa potępienia. Łatek mieszka w przytulisku w Białuniu. Na noc zamykany jest w klatce i strasznie płacze bo tęskni za matczynym ciepłem. Za dnia wypuszczany dzielnie poznaje otaczający go świat. Przyszłemu troskliwemu i odpowiedzialnemu właścicielowi sprawi na pewno wiele radości.

niedziela, 27 czerwca 2010

Fado

Fado- mieszaniec labradora. Starszy potulny i kochany psiak o łagodnym spojrzeniu. Dlaczego musi być przykuty do łańcucha? Gdzie jest jego pan? Dlaczego nikt nie przychodzi zabrać go z tego dziwnego miejsca, w którym znalazł się przez pomyłkę?

Viki

Viki to kolejna znajda, zagubiona? porzucona? niechciana? Kiedyś miała dom.....Myślała,że jest kochana. Teraz nikt jej nie szuka

piątek, 25 czerwca 2010

Bardzo ważny temat STERYLIZACJA

                      Materiały użyte w tym poście zostały pobrane ze strony

                                http://www.zwierzaki-kielce.za.pl/sterylizacja.htm

Do każdego z kilkuset polskich schronisk i przytulisk codziennie trafiają kolejne bezdomne psy. Nie wszystkie znajdą domy. Większość z nich już do końca życia pozostanie za kratami. Początkowo pełne nadziei, radośnie podbiegające do każdego człowieka zbliżającego się do boksu, już wkrótce staną się smutne i apatyczne. Przestaną czekać na cokolwiek. Niektóre zabiją choroby, inne padną z wycieńczenia, bo silniejsze osobniki nie dopuszczą ich do miski. Jeszcze inne umrą po prostu z tęsknoty – za własnym domem, którego chciałyby bronić, za człowiekiem, którego chciałyby kochać... Dlatego każdemu, kto planuje rozmnażanie swoich psów proponuję najpierw wizytę w schronisku. Nie ważne, czy wasza suczka ma rodowód i uprawnienia hodowlane, czy nie. Zanim zdecydujecie się powołać na świat kolejne psie istnienia, najpierw spójrzcie w oczy tym, które już tu są. I odpowiedzcie sobie na pytanie „Co mogę zrobić, by dzieci mojej suczki, by jej wnuki i prawnuki uniknęły tego strasznego losu?”. Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że psów jest po prostu za dużo. Jedynym rozwiązaniem tego problemu, jedynym sposobem na zatamowanie tej fali psiego nieszczęścia w schroniskach jest ograniczenie rozrodu psów. Gdyby psy nadal były dzikimi zwierzętami, ich prokreacją sterowałaby natura. Przykładem niech będą choćby wilcze watahy, gdzie rozmnażają się tylko osobniki najsilniejsze, a samica może mieć miot tylko raz w roku. Dzięki temu wilków jest akurat tyle, ile jest w stanie przeżyć – bez szkody dla stada i bez szkody dla środowiska naturalnego. Psy już od tysięcy lat są zwierzętami udomowionymi. Dlatego to my – ludzie, jesteśmy za nie odpowiedzialni. To my – ludzie musimy tak posterować ich prokreacją, żeby działo się to bez szkody dla psiego gatunku.

OTO NIEKTÓRE Z MITÓW JAKIE NADAL POKUTUJĄ WŚRÓD POSIADACZY SUK

„Każda suczka powinna mieć raz w życiu szczenięta – dla zdrowia”

Nie ma ŻADNYCH medycznych powodów, dla których suczka musiałaby raz w życiu być pokryta. Ciąża nie zapobiegnie ani hormonozależnym chorobom nowotworowym, ani ropomaciczu, ani ciążom urojonym. Te ostatnie po jednokrotnym odchowaniu szczeniąt mogą się wręcz nasilić!Zajrzyj do pobliskiego schroniska. Naocznie przekonaj się, ile jest tam bezdomnych, cierpiących psów. Część z nich pochodzi właśnie z takiego „zdrowotnego” miotu...

„Nie mogę pozbawić swojej suczki radości macierzyństwa”

Większość z nas jest bardzo emocjonalnie związana ze swoimi pupilami. I przez to błędnie przypisujemy psom ludzkie uczucia.Bo cóż to za uczucia macierzyńskie, które każą matce odrzucać, czy nawet zabijać słabe i chore dzieci? Człowiek swoje dziecko będzie chciał za wszelką cenę ratować. Suczka słabe i chore szczenię odrzuci, nie będzie go karmić, skaże je na śmierć. I cóż to za uczucie, które trwa raptem kilka tygodni? Gdyby kobiecie po kilku tygodniach, czy nawet latach odebrano dziecko, to popadłaby ona w depresję, byłoby to jej życiową tragedią. Psie szczenięta zazwyczaj już po 8 tygodniach wędrują do nowych domów, a suczka nie dość, że nie popada w depresję, to jeszcze czasem jest wręcz szczęśliwa, że nareszcie ma z głowy te uciążliwe szczeniaki. A po niedługim czasie zapomina, że w ogóle kiedykolwiek była mamą!

"Mojej suczce będzie smutno, że inne suki mają szczeniaki, a ona nie. Będzie tęskniła za byciem mamą”

I znów kłania się uczłowieczanie psów. Jeszcze raz powtórzę: to nie uczucia skłaniają suczkę do posiadania potomstwa, to instynkt. Kiedy suczka instynktu nie odczuwa, to nie odczuwa też chęci posiadania potomstwa. Sterylizując suczkę pozbawiamy ją właśnie instynktu. Będzie to dla niej stan zupełnie naturalny, tak jak naturalne są dla niej okresy między cieczkami. Bo przecież kiedy suczka nie ma cieczki, ani jej w głowie posiadanie potomstwa! Nie siedzi i nie rozmyśla „Bo ta Saba zza płotu to ma cieczkę, a ja nie. Ona będzie mieć dzieci już niedługo, a ja biedna jeszcze tyle muszę czekać...”. Tak samo nie będzie siedzieć i rozmyślać po sterylizacji. Psy nie maja zdolności abstrakcyjnego myślenia. Nie mając instynktu płciowego nie będą odczuwały jego braku. A co za tym idzie w żaden sposób nie będą tęskniły za posiadaniem szczeniąt.