Mieszaniec owczarka, samiec ok. 4-5 letni. Doskonale nadaje się na psa stróżującego. Zaczepia inne psy, tylko Nalę i Pioruna uznał za nieszkodliwe osobniki. W stosunku do ludzi łagodny.
INTERWENCJE
- akcje charytatywne (27)
- edukacja (11)
- interwencje (11)
- pogaduszki (235)
- w nowym domu (114)
- wolontariat (60)
niedziela, 12 czerwca 2011
piątek, 10 czerwca 2011
Dary od dzieci z Klinisk
W zeszły wtorek miałam u siebie gości. Moja koleżanka Kamila, która jest nauczycielką w szkole w Kliniskach przywiozła ze sobą dwie wspaniałe dziewczyny, które w tej, że szkole zorganizowały prezentację dotycząca opieki nad zwierzętami. Do akcji włączyli się też rodzice, którzy upiekli ciasta. Słodkości zostały wykupione przez młodych ludzi i w ten sposób w niespełna godzinę uzbierało się aż dwieście złotych. Za te pieniądze zakupiono 60 puszek karmy dla psiaków z przytuliska i tych , które zostały stamtąd zabrane do naszych domów tymczasowych. Dla naszych bezdomniaków.
Puszki znalazły cichą przystań w mojej szopce przy garażu i systematycznie będą otwierane. Uroczystych otwarć puszek będziemy dokonywać w przytulisku lub naszych domach przy asyście wesoło merdających ogonków i roziskrzonych oczu. Psiaki jak widzą w naszych rękach puchę to tak się cieszą jak by tam była nie wiem jaka mega niespodzianka. Zanurzają swoje mordki w miskach a po skończeniu oblizują sos spływający po faflach. Super widok. Puszki są urozmaiceniem diety, która składa się z suchej karmy i resztek obiadowych.
Z całego serca dziękujemy za dary w takiej obfitości. Dziękują nasze psiaki, Luzik, Nala, Badyl, Baki i Piorun i wszystkie następne, które ( niestety) trafią do przytuliska.
Puszki znalazły cichą przystań w mojej szopce przy garażu i systematycznie będą otwierane. Uroczystych otwarć puszek będziemy dokonywać w przytulisku lub naszych domach przy asyście wesoło merdających ogonków i roziskrzonych oczu. Psiaki jak widzą w naszych rękach puchę to tak się cieszą jak by tam była nie wiem jaka mega niespodzianka. Zanurzają swoje mordki w miskach a po skończeniu oblizują sos spływający po faflach. Super widok. Puszki są urozmaiceniem diety, która składa się z suchej karmy i resztek obiadowych.
Z całego serca dziękujemy za dary w takiej obfitości. Dziękują nasze psiaki, Luzik, Nala, Badyl, Baki i Piorun i wszystkie następne, które ( niestety) trafią do przytuliska.
czwartek, 9 czerwca 2011
Nadzieje
W sprawie tymczasu dla Kostka sprawa posunęła się do przodu. Pani Małgosia pokonuje trudności i wątpliwości. Prowadzimy korespondencję . Szykują się odwiedziny i zapoznawanie się z suczką rezydentką. W poniedziałek jest planowany zabieg amputacji ogonka, który Kostkowi do niczego już nie jest potrzebny. Tym sposobem jak wszystko dobrze się ułoży psiak pojedzie ku lepszemu życiu. Zmienia się chłopak na lepsze, podchodzi do nogi, obsikuje co drugie drzewo w parku, daje się głaskać p głowie. Wszystko się ułoży. Tak wiele osób zaangażowało się w jego ratowanie, że aż ciepło się na sercu robi :) Marta odwala największą robotę biorąc go codziennie na długie spacery i pokazując jak psie życie może być cudowne. Dziękuję CI.
Remi był na jednodniowej adopcji. Ludzie się rozmyślili bo zbyt szalał w domu nawet po spacerze. U Basi nie zachowuje się jak wariat. Powinni mu dać czas na aklimatyzację, zbyt szybko się poddali.
W sobotę w przytulisku zapowiedziały odwiedziny dwie Panie zainteresowane adopcją naszych czworonożnych braci. Trzymać mi kciuki za powodzenie.
Zawiła historia
W poniedziałek na początku tygodnia ( ale odkrycie ) moja koleżanka sąsiadka powiadomiła mnie, że jej znajoma z pracy wielce jest zaniepokojona losem pewnej psiej rodziny.Nie będę pisać o szczegółach doniesień w każdym bądź razie obiecałam je sprawdzić. We wtorek ( który rzecz jasna następuje po poniedziałku) wsiadłam w srebrnego szerszenia i pojechałam na wskazaną ulicę. Zastałam na osiedlu baraków pod jedna z szopek mocno starą sunię ( już wiem, że 10 lat jej stuknęło) leżącą w dołku wykopanym w ziemi a przy niej dwie pulchne szczeniaki płci żeńskiej. Sprawdziwszy dobrostan ( suka tłusta, szczeniaki jędrne, obok w talerzach zupa pomidorowa z ryżem), pogadałam z sąsiadami- stwierdzili, że właścicielka dba a jak że. Ja się pytam czy szczepi, czy zaczipowana ta sunia, czy szczenięta może zaszczepione- znaczący ruch ramion. Suczka rodzi po każdej cieczce, szczeniaki rozchodzą się jak świeże bułeczki. Standard w tym kraju. Poinformowałam Państwa kim jestem i poprosiłam aby przekazali właścicielce, że skoro nie ma kasy na sterylizację niech choć ją blokuje.Otrzymałam też zapewnienie, że na jedną z suczek jest zamówienie i, że ta druga też znajdzie dom.
Środa rano - telefon od dobrego znajomego, który wie czym się zajmuję i opowieść, którą słyszałam nie raz.
Jego żona była świadkiem jak we wtorek wieczorem dwóch podrostków przerzuciło przez płot sąsiada dwa szczeniaki koloru brązowego z czarnymi grzbietami. Zawiadomiono straż miejską, która maleństwa zabrała i teraz wszyscy się martwią co z nimi będzie? Ja na to, że zapewne wylądowały w słynnej klatce w Bialuniu, że jadę tam i zrobię co się da i, że chyba domyślam się skąd te szczeniaki. Pojechała z nami żona znajomego. I oczywiście potwierdziły się moje podejrzenia. To te same, które widziałam rano we wtorek. Jak zadziałała moje interwencja...... Jak zwykle nie zawiodła Alinki mama ( ANIA), która zgodziła się na jedną sztukę , ewentualnie w drodze wyjątkowego wyjątku sztuki dwie. Całe szczęście dla Aliny i jej mamy, żona znajomego ( Iwonka) zabrała na tymczas jedną sunię. Spacer wczorajszy był krótki jednak owocny we wrażenia. W lesie zastała nas burza z piorunami. Przemokłyśmy do szczętu, psy też. Dziewczyny były lekko przerażone a ja dawno się tak nie ubawiłam. Ostatni raz kąpałam się w deszczu ( nie mogę powiedzieć tak dawno to było) Czadzior. Zabrałyśmy szczeniaki do kontenera i wróciłyśmy do miasta. Obie sunie trafiły do lecznic ( każda do innej) jedną zaszczepiono drugą odrobaczono. Pojechałam z Aliną i szczeniakiem na rzeczoną ulicę. Usłyszałyśmy historię o wydani suczek do adopcji . Poinformowałam Panią, że taka adopcja grozi dwuletnią odsiadką.
Dziś mamy czwartek i jedna z suczek ( Tosia) mieszka już w swoim nowym domu a po drugą przyjeżdża jutro rodzina ze Szczecina. Po nitce do kłębka......
Tosi nie zdążyliśmy nawet zrobić zdjęć.
Środa rano - telefon od dobrego znajomego, który wie czym się zajmuję i opowieść, którą słyszałam nie raz.
Jego żona była świadkiem jak we wtorek wieczorem dwóch podrostków przerzuciło przez płot sąsiada dwa szczeniaki koloru brązowego z czarnymi grzbietami. Zawiadomiono straż miejską, która maleństwa zabrała i teraz wszyscy się martwią co z nimi będzie? Ja na to, że zapewne wylądowały w słynnej klatce w Bialuniu, że jadę tam i zrobię co się da i, że chyba domyślam się skąd te szczeniaki. Pojechała z nami żona znajomego. I oczywiście potwierdziły się moje podejrzenia. To te same, które widziałam rano we wtorek. Jak zadziałała moje interwencja...... Jak zwykle nie zawiodła Alinki mama ( ANIA), która zgodziła się na jedną sztukę , ewentualnie w drodze wyjątkowego wyjątku sztuki dwie. Całe szczęście dla Aliny i jej mamy, żona znajomego ( Iwonka) zabrała na tymczas jedną sunię. Spacer wczorajszy był krótki jednak owocny we wrażenia. W lesie zastała nas burza z piorunami. Przemokłyśmy do szczętu, psy też. Dziewczyny były lekko przerażone a ja dawno się tak nie ubawiłam. Ostatni raz kąpałam się w deszczu ( nie mogę powiedzieć tak dawno to było) Czadzior. Zabrałyśmy szczeniaki do kontenera i wróciłyśmy do miasta. Obie sunie trafiły do lecznic ( każda do innej) jedną zaszczepiono drugą odrobaczono. Pojechałam z Aliną i szczeniakiem na rzeczoną ulicę. Usłyszałyśmy historię o wydani suczek do adopcji . Poinformowałam Panią, że taka adopcja grozi dwuletnią odsiadką.
Dziś mamy czwartek i jedna z suczek ( Tosia) mieszka już w swoim nowym domu a po drugą przyjeżdża jutro rodzina ze Szczecina. Po nitce do kłębka......
![]() |
| Mimi leżakuje |
![]() |
| MIMI po kąpieli |
wtorek, 7 czerwca 2011
Kostek- jaka przyszlość go czeka
Pojawiło się przez chwilę światełko w tunelu, że Kostuś po amputacji ogona trafi do domu tymczasowego. Niestety osoba, która się zdecydowała ma poważne wątpliwości. Tak sobie myślę, czy dobrze robimy chodząc z nim na spacery ( popołudniami przychodzi do niego Marta), przyzwyczajając do normalnego psiego życia, ucząc, że nie trzeba się bać wyciągniętej do głaskania dłoni. Patrzę jak ten psiak się zmienia, jak pokonuję największe lęki i obawiam się najgorszego. Po tym leczeniu, naszych staraniach wróci do budy w Białuniu a ze względu na to, że trudno w takich warunkach pokochać ludzi od nowa nie trafi do jakiegoś fajnego domu tylko wyjedzie do Bialogardu. Jego postępy w niwecz pójdą a okazana troska bezsensowną się okaże. Proszę Was o pomoc w ratowani tego psiaka. Popytajcie znajomych, może znajdzie się wśród nich ktoś kto zechce uratować tego biedaka?
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Kita i Kiciuś
Przebłagałam męża aby pozwolił mi zabrać kocięta z Białunia. Sa przecudowne, mruczą niesamowicie i fantastycznie się bawią. Przyzwyczajam je do psów bo na początku były przerażone.Czarny to kocurek a szaraczek to kicia. Kotki maja niesamowita budowę, a zwłaszcza koteczka. Potrafią korzystać z kuwety. Doskonale nadaja się na koty domowe. Ktoś pozwolił im przyjść na świat a potem wyrzucił jak niechciana rzecz.
Czekam na oferty
Czekam na oferty
Subskrybuj:
Posty (Atom)















