INTERWENCJE

Aktualne oferty psów przeznaczonych do adopcji:

PSY DO ADOPCJI

wtorek, 27 września 2011

Rozchodzą się nasze zwierzaki

   W czwartek Tadzio jedzie do Niemiec jest tam ktoś kto wypatrzył tego staruszka na blogu  i zapragnął go ratować. Tadzio dochodzi do siebie ( w zasadzie już doszedł) w domu Marty w Szczecinie. Chłopak dwa dni przespał i otrzymał ksywę Śpiący królewicz. Przebudzenie nastąpiło na dzień trzeci. Staruszek jest pełen sił i chęci do życia
   Szczęście uśmiechnęło się do Belli, która wraz z Lenką w środę przejdą zabieg sterylizacji. Bella jedzie w sobotę do domu pod Berlinem do Magdy. Do takiego prawdziwego domu. Dzięki Marcie z Kojca gryfickiego poznaliśmy wspaniałych ludzi, którzy pomagać i pomagać nam chcą a my za pomoc dziękujemy!!!!!!
 Nasza kochana Bosa sunia z kartonu znalazła ciepłą przystań w swoim dotychczasowym domu tymczasowym   . Marta i Adaś nie chcę się z nią rozstawać. Otrzymali psa idealnego :)
    Lena w środę po zabiegu jedzie na tymczas na osiedle Słoneczne a później w świat do domu docelowego.
 Nasz najmłodszy szczeniak Ringo wczoraj poznał wspaniałą rodzinę, która bardzo go pokochała. Dzisiaj kolejna wizyta zapoznawcza a jutro podpisanie umowy a może już dzisiaj - zobaczymy :)
Suczka właścicielska Sonia również wyjeżdża do Niemiec - w poniedziałek.
 takie oto szczęście się dzieje kiedy ludkowie z sercami w miejscu odpowiednim zbiorą się razem i wieści w świt wysyłają :)

Nowa oferta Remiego








Imię: Remi
Płeć: samiec
Rasa: mieszaniec
Wielkość: średni
Umaszczenie: rude z białymi akcentami
Wiek: prawie dwa lata
Stan Zdrowia: bardzo dobry
Kastracja / Sterylizacja: nie
Upodobania i nawyki: Remi jest już pod naszą opieką czas jakiś i nie możemy zrozumieć dlaczego nikt nit pokochał tak pięknego i mądrego psa. Fakt, że ma dynamiczny charakter nie umniejsza jego uroku. To pies pełen pozytywnej energii, potrzebujący sporej dawki ruchu i zabawy. Remi nie lubi się nudzić, to pracowity i chętny do nauki pies. jego ogon jest w ciągłym ruchu a oczy z uwagą są wpatrzone w człowieka. Psiak kocha ludzi i świat cały. Już dawno nauczył się chodzić na smyczy i załatwiać po za domem. Potrafi też pozostać sam w mieszkaniu na kilka godzin. Remi z utęsknieniem czeka na stabilny i kochający dom, na odpowiedzialnego i konsekwentnego właściciela, który odpowiednio ukierunkuje jego dynamiczny charakter.
Miejsce pobytu: dom tymczasowy
Oferta TOZ
Kontakt:  Agnieszka 792 576 954, Basia 784 470 632

piątek, 23 września 2011

Tadzio w DT

  W dniu wczorajszym wypełniłyśmy dwie misje. Na reszcie spłynęło potwierdzenie, że staruszek Tadeusz otrzyma dom w Niemczech. W dniu wczorajszym lekko obolały i poturbowany Tadzio ( w środę ugryzł go w łopatkę Carlos) wylądował na stole operacyjnym, gdzie pozbawiono go klejnotów, dwóch starych zębów i kamienia na pozostałych. Jeszcze niewybudzonego ułożyłyśmy na ręcznikach wyścielających plastikową skrzyneczkę, wsadziłyśmy do bagażnika i ruszyłyśmy na Szczecin. Na podłodze tylnego siedzenia ułożył się Wedel,  w bagażniku śpiący Tadzio z przodu dwie szalone kobiety, wierzące wt , że to co robią ma głęboki sens :)
 Gdy tylko oddałyśmy Wedla, już bardziej przytomny Tadzio wylądował na tylnym siedzeniu. Pojechałyśmy do siedziby TOZ gdzie przyszła Marta ( u niej był Fliper, Piorun i  Baki) Niestety Tadeusz nie mógł jeszcze chodzić, więc odwiozłyśmy ich pod dom gdzie psiak dojdzie do siebie po zabiegu. W przyszłym tygodniu transport ale tym razem ku dobrzej przyszłości :) Marta ściskam Cię mocno za pomoc :)

Wedel uratowany

     Dzięki łańcuchowi dobrych zdarzeń, dzięki iskierce jaka wznieciła Marta swoim lisem o pożegnaniu psów z przytuliska, dzięki zaangażowaniu Marty z gryfickiego Kojca w ratowanie naszych zwierząt, nasz były podopieczny Wedel - straceniec- w dniu wczorajszym odzyskał wolność. To co się wydarzyło jest dowodem na to, że nadziei nie należy tracić NIGDY.
     Po transporcie otrzymałam od Marty z Gryfyna wiadomość aby wstrzymać transport bo jest ktoś zainteresowany ofertą Wedla. Odpowiedziałam, że jest za późno, że pojechał..... Trudno się mówi . Całego świata nie zbawimy. Wróciłam do domu i przeczytałam wiadomość od naszej Marty. Wszyscy wolontariusze ją dostali i ryczeliśmy czytając te słowa przepełnione bólem, każdy w zaciszu swojego mieszkania.  Zadzwoniłam do Marty z Kojca aby wysłała zdjęcia Wedla, powiedziałam też, że jeśli ludzie zechcą go adoptować to pojedziemy po niego do Białogardu. Wieczorem spłynęła wiadomość, że Wedel zrobił ogromne wrażenie i, że może przyjeżdżać. radości nie było końca. W środę popędziłam do UM gdzie otrzymaliśmy pismo upoważniające Magdę do odbioru psa. Wszyscy trzymali kciuki aby wytrzymał do czwartku , bo na ten dzień wyznaczono misję :)
   We trzy Magda, Ola i ja wsiadłyśmy do samochodu i pojechałyśmy.  W schronisku na dziewczyny czekały dokumenty ( wcześniej uprzedzono Pana H. ,że przyjedzie ktoś po Wedla). Psiak czekał w osobnym pomieszczeniu, słychać było jak piszczy. Wszystkie formalności załatwiono. Gdy Magda otworzyła bagażnik Wedel bez zastanowienia wskoczył. Dla niego jednak było przygotowane miejsce na tylnym siedzeniu. Wszyscy zajęliśmy miejsca w samochodzie. Kierunek Szczecin. Wedel był tak zmęczony, że całą drogę przespał grzecznie. Zmiana jego zachowania nas zszokowała. Co musiał przeżyć i jak przykrym doznaniem był dwudniowy pobyt w schronisku- nigdy się nie dowiemy.
    Dojechałyśmy na miejsce . Ulica Reja w Szczecine, w oknie uśmiechnięta twarz mężczyzny, na klatce dwóch chłopców pochylających się nad psiakiem i słowa zachwytu - jaki on piękny. Wchodzimy do domu - tam cała rodzina babcia,syn, wnuk, prawnuki i żona wnuka. Wedel rozbiegany ale bardzo grzeczny. Łzy w naszych oczach. Starsza Pani niedawno straciła ukochaną sunię. Przyjechała z Lubeki, gdzie mieszka od lat aby znaleźć dla siebie nowego przyjaciela. Gdy Wedel stanął na środku kuchni kobieta uklękła przed nim , pochyliła głowę i przytuliła do siebie pysk psa. Z oczu kobiety płynęły łzy szczęścia. Padły słowa, których nie zapomnę nigdy- Nareszcie znów będę miała kogo kochać. Wedel opędzlował michę z jedzonkiem, usiłował oznaczyć miejsce ( Magda go odwiodła od tego niecnego czynu). Chłopcy chwycili za smycz i polecieli wyprowadzić Wedelka w celach poznawczych i fizjologicznych . Po raz kolejny poznałam cudownych, dobrych, kochanych ludzi. Czuć było tam atmosferę miłości do siebie na wzajem i do zwierząt. Chłopcy niezwykle dobrze wychowani, otwarci na ludzi i świat a przy tym zero przepychu, opływania w dobra doczesne. Prostota i szczerość.
   Pożegnałyśmy cudowną rodzinę. Oczywiście otrzymałyśmy zaproszenie do Lubeki. mam nadzieję, że uda się nam odwiedzić Wedla jeśli czas pozwoli :)
  Dziękuję za pomoc w ratowaniu psa :
    Marcie naszej wspaniałej dziewczynie, która znalazła w sobie siłę i napisała do nas co czuje a słowa te poruszyły lawinę zdarzeń, 
 Marcie z gryfickiego Kojca, która od dłuższego już czasu angażuje się ( bardziej niż niejeden mieszkaniec naszego miasta)w ratowanie naszych podopiecznych,
Panu Mirkowi ze Straży Miejskiej,
Magdzie, która natychmiast zgodziła się pojechać swoim autem,bez zmrużenia oka pozwolila dysponować swoim czasem,
Oli, mojej najlepszej sąsiadce i towarzyszce psich spacerów, na których poruszane są tematy wielkiej wagi :) a która to brała czynny udział w misji ratowania psiego życia !
 Wszystkim naszym wolontariuszom, którzy trzymali kciuki za powodzenie akcji.
 Bez Was niewiele mogę zrobić .

Właściciel się odnalazł

     W zeszłym tygodniu odnalazł się nam właściciel Droopiego - basseta przytulaka i śliniaka :) Nie za bardzo to odpowiedzialny Pan. To nie pierwszy raz kiedy to psiak ( naprawdę  nazywa się Winston ) dał nogę . On po prostu jest wędrownikiem, znanym w okolicy. Każdy z sąsiadów zawsze odwoził Winstona do domu , tym razem znalazł go dobry lecz w temacie niezorientowany człek i tak hrabia trafił do przytuliska pod Goleniowem. Teraz już nie ma możliwości aby właściciela nie odnaleźć bo psinka ma mikroprocesor .

Puder ma nowy dom

    W środę jeszcze przed naszym spacerem do przytuliska przyjechał po swego nowego czworonożnego przyjaciela Dobry Pan. Zabrał psa do  samochodu i zawiózł go do  Domu. Tam Puder otrzymał piękny kojec, własne miski, budę i miłość dwójki wspaniałych ludzi. Dla pozostałych psów przy budzie Pudra czekały trzy worki karmy. Takie historie lubimy najbardziej. To jak połączenie rodziny po długim rozstaniu. To spełnienie naszych nadziei na to, ze znajdą się ludzie, którzy zechcą pokochać nasze znajdy. Całej rodzinie, życzymy szczęścia w dalszym, wspólnym pożyciu :) DZIĘKUJEMY !!!!!!!!!!
 Właśnie dostałam zdjęcia z włości gdzie króluje Puder



 Panie Adamie wielki szacunek za poważne podejście do adopcji, za odpowiedzialność i konsekwencję. Zacznie jeść proszę się nie martwić :)

środa, 21 września 2011

Transport- kolejnay smutny dzień

  W dni wczorajszym miał miejsce kolejny transport. Niestety z powodu innych zobowiązań nie mogłam w tym uczestniczyć. Zastąpiła mnie Marta. Dla niej to pierwsze tego rodzaju przeżycie ( które do przyjemnych nie należy) Cały dzień w plecy, łzy i rozpacz z powodu pożegnania. Oto co w przypływie żalu i rozpaczy napisała. Jak że trafne to spostrzeżenia są....

"Psy już pojechały..

Pozostały po nich tylko puste budy i brudne miski..

Wedel jako pierwszy wszedł do klatki śmierci, tuż za nim Cypis i Shrek.

Każdy w oddzielnej, małej, śmierdzącej klatce..

Shrek był dziś dzielny i nadzwyczaj spokojny, nie protestował  wchodząc do klatki.

Cypis zaczepiony na smycz cieszył się bo myślał, że idzie na spacer....

Wedel był bardzo przestraszony, nie wiedział co się dzieje.

W ich oczach widziałam strach, ale także błaganie o wydostanie ich z klatek.

Psy od razu zaczęły sikać pod siebie ( w klatkach). Przy mnie zrobiły to kilkanaście razy każdy z osobna.

Nigdy nie zapomnę tego widoku, tych błagalnych oczu  wpatrzonych we mnie. Tylko we mnie, bo nikt z Panów Bezdomnych (mimo, że tylu ich tam było) nie powiedział do nich nawet słowa na pożegnanie, nawet nie pogłaskał a przecież oni mieli ich na co dzień, codziennie widzieli, karmili... Nikt nie wykazał najmniejszego zainteresowania tym, że Shrek, Cypis i Wedel odchodzą.
 Te psy powinny być przecież bardziej związane z tymi Panami a nie z nami, a jednak nie. To my byłyśmy dla nich rodziną. To tylko my się o nich martwiliśmy. To na nasz widok się cieszyły i skakały. To naszego przyjazdu nie mogły się doczekać. A dlaczego? Bo czuły, że zależy nam na nich, że chcemy im pomóc..

Jednak im pomóc nie mogłyśmy..

Pewnie nigdy nie zapomnę mojego pierwszego wywozu psów do Białogardu..

Słuch o nich teraz zaginie, jednak w naszych myślach ONE zawsze pozostaną.

Dlatego wspominajmy ich miło,tego naszego chuligana Cypisa ciągnącego na smyczy z ochrypłym gardłem, tego energicznego Shreka ciągle skaczącego na łańcuchu i tego małego, rudawego Wedla, który straszył tymi swoimi bialutkimi zębami..

Mam nadzieję że Shrek, Cypis i Wedel mimo tego wszystkiego co czeka ich w Białogardzie poradzą sobie.

Ja półki co nie mogę dojść do siebie po tym co dziś zobaczyłam. I nie pogodzę się z tym, że jeśli nic się nie zmieni taki los czeka Tadzia, Carlosa, Bellę i innych psów w Białuniu oraz wszystkich

innych, którzy tam trafią.."
Marta