INTERWENCJE

Aktualne oferty psów przeznaczonych do adopcji:

PSY DO ADOPCJI

czwartek, 8 grudnia 2011

Teri

................................odszedł dzisiejszej nocy.

środa, 7 grudnia 2011

Mikołaje byli wśród nas

  W dniu wczorajszym po raz pierwszy wzięliśmy udział w corocznej akcji mikołajkowej na Plantach. Było to dla nas pierwsze tego rodzaju doświadczenie. Wystawiliśmy nasze stoisko na którym prezentowaliśmy przeróżne rzeczy, od kartek i stroików świątecznych, po ciasto( Ola, Babcia Karoliny, Magda nasza, Marta nasza) , pierniki ( najlepsze jakie jadłam od Marty naszej i jej Babci ) koty, anioły i psy z gliny wypalane ( podarowane przez Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych z Polic) i ciastka  watróbkowe dla psów i kotów. Te ostatnie sprzedały się wszystkie :) Na naszym stole znalazły się też przepiękne przedmioty od Marty zdobione techniką decoupage. Ludkowie do nas zaglądali a przede wszystkim nie zawiodły rodziny naszych wolontariuszy. Były też psiaki - Sonia- królowa wszystkich piesków, Luzik - marzący o zawładnięciu światem całym i Zula najlepsza przyjaciółka tej dwójki. Wszyscy napracowaliśmy się bardzo ale trud opłacał się. Pieniądze, które udało nam się uzbierać przeznaczymy na leczenie psów. W tej chwili bardzo się nam przydadzą.
     Dziękujemy wszystkim, którzy zechcieli podejść do naszego stoiska, dziękuję wolontariuszom i ich rodzinom za wszelki trud w tworzeniu naszego skromnego ale najcieplejszego stoiska ( Jacek dzięki za promiennik :)
Do zobaczenie w przyszłym roku !!!

............................

   Ostatnie dni to straszliwa gonitwa i strach o życie zwierzaków. Teri jest w bardzo złym stanie. Nie chcę opisywać jak wygląda bo słowa nie są w stanie tego oddać. Z psa przepełnionego energią, pewnego siebie przemienił się w cień zwierzęcia. Ta choroba wyciska z niego ostatnie soki. Opatuliłam go kocami, powinien przebywać w cieple.....  Fisia tez dostała pierwszych objawów ale już dzisiaj jest zdecydowanie lepiej. Nawet mogła dostać odrobinę ryżu z marchewką. W przytulisku jestem teraz codziennie i wożę psy do lecznicy. Ograniczamy ilość osób, które się tam mogą kręcić aby nie przynieść choroby do miasta.
Zachorowała tez Grzanka, jednak w jej wypadku mamy wątpliwości co do tego czy jest to parwowiroza. Jutro wykonamy specjalny test, który potwierdzi lub wykluczy podejrzenia i ukierunkuje leczenie. Grzanka potrafi zjeść wszystko więc istnieje możliwość, że stoi jej coś na żołądku.
      Najmniejszych objawów choroby nie zdradza Guliwer, Możliwe, że był zaszczepiony w wieku szczenięcym albo ma tak wysoką odporność. Mróz jest naszym sprzymierzeńcem. Niech trzaska ze swojego bicza i zabija zarazę.
     Wczoraj do przytuliska trafił kolejny piesek i choć prosiłam aby nie podpinać nowych psów do bud po prawej stronie ( tam gdzie obecnie są chore psiaki) to dopięto go do budy w której odszedł Puder. Jestem przekonana, ze nikomu nie zależy na losie tych zwierząt ( mam na myśli wszystkich, którzy się z nimi w jakikolwiek sposób stykają ) Odfajkować i zapomnieć. Zdechnie czy odejdzie do schroniska to nie ważne.

niedziela, 4 grudnia 2011

Międzynarodowy Dzień Wolontariatu

    Wolontariusz to człek taki co wolny czas poświęca dla pomagania ludkom wszelkim pomocy potrzebującym lub zwierzom, które poprosić o nią nie potrafią, tylko w oczyska ze smutkiem się gapią.  Nie ważne ile ma lat, jaki jest jego status społeczny, kolor skóry się nie liczy i wyznanie też jest obojętne. Praca takiego polega na dobrowolności i na tym, że kasy za nią nie pobiera.  Kiedyś to się mawiało, że to społecznik jest ale teraz fajniejsze słowo wymyślono ;)
   Jutro święto takich człowieków jest, czyli nasze też. Jak się mamy? A no fajowo. To nic, że z naszymi bliskimi popadamy w konflikty. Martwią się o nas, że poszalejemy jak to jednej takiej fajnej pieśniarce się stało. Uważają, że przesadzamy, że jak tak można zwierzom się poświęcić, kochać je i szanować i latać kolo nich jak z pieprzem. Dobrze nam z tym szaleństwem, kochani bliscy. Dziękuję mojej rodzinie ( a zwłaszcza mężowi), która kubeł zimnej wody wylać mi na mój łeb gorący potrafi.
    Nasz wolontariat od innych się różni tym, że inni ludzi na tymczas do siebie nie biorą. U nas istnieje zagrożenie, że w ilości tych tymczasów przesadzić możemy. Nasze rozmowy krążą wokół psów, kotów, ptaków, gryzoni. Nasze myśli skierowane są na tych co słów wypowiadać nie potrafią. Nie mamy łatwiej ani trudniej od innych. Mamy inaczej. Nasza wrażliwość ukierunkowana jest na inny typ obiektu niż ludzki, co jednak nie wyklucza miłosierdzia i współczucia wobec człowieków.
Staramy się rozumieć ludzi choć mamy dowody na to, że całe zło tego świata właśnie od nich pochodzi. Potrafimy współczuć wszystkim bo tak nas ukształtowało życie, nasi rodzice i bliscy choć z niepokojem nie raz patrzą na nasze pomysły. Jesteśmy jednością, wspieramy się w smutkach , razem się radujemy. Bez względu na wszystko nadal będziemy  dawać od siebie tyle ile możemy. Nie jesteśmy bohaterami - jesteśmy zwykłymi ludźmi z tą różnicą, ze my potrafimy wziąć na swoje barki  patrzenie na cierpienie innych ( ludzi czy zwierząt ). Staramy się zaradzić tej krzywdzie. Bez pomocy ludzi, którzy stoją za naszymi plecami i trzymają swe dłonie na naszych ramionach nie dalibyśmy rady. Za nami stoi mur dobrych ludzi, którzy wspierają nasze działania darami, finansami, dobrym słowem, pomysłami.. Za  nami stoją nasi bliscy, bez wsparcia których nie dalibyśmy rady zmagać się z tym wszystkim.
Dziękuję za całą pracę wszystkim wolontariuszom Koła TOZ Goleniów, ich rodzinom, przyjaciołom. Dzięki Wam dzieją się fajne rzeczy na tym świecie. To Wy dajecie odpór  stwierdzeniom, że świat jest zły i, że nadziei dla niego nie ma. Dziękuję za to, że jesteście przy mnie i, że razem możemy zmieniać ten świat na jeszcze lepszy :)

Zrobilismy wszystko co w naszej mocy

  W sobotę nad ranem dotarła do nas surowica na parwowirozę. To jedyna szansa dla psów przebywających w przytulisku. Dziś podaliśmy ją ostatniemu psiakowi. Mam nadzieję, że pokonają chorobę jeśli je dopadnie . W sobotę Teri trafił do lecznicy, otrzymał kroplówkę nawadniającą  i dwa antybiotyki. Dziś wyraźnie lepiej się czuł. Biegunki dostała Fisia, ale pije wodę więc mamy nadzieję , że wszystko się ułoży.
  Jutro jadę zobaczyć co u psiaków. Serca nasze przepełnione są strachem o zwierzęta ale przynajmniej na dziś wiemy, że zrobiliśmy wszystko aby zwiększyć ich szanse na przeżycie. Trzymajcie kciuki !

piątek, 2 grudnia 2011

Potrzebny transport

         Pilnie potrzebuje transportu do Szczecin Dąbia prawdopodobnie jutro na godzinę 5.30 rano. Trzeba będzie odebrać paczkę kurierską z pociągu z Krakowa. Proszę o zgłoszenia wraz z numerem telefonu na maila yabadu.gold@vp.pl

czwartek, 1 grudnia 2011

Ciag dalszy.....

   Proszę o namiary na dziewczynę, która sprzedaje surowicę !

     Wczoraj pojechaliśmy do przytuliska jak zwykle to czynimy w środy. Jednak ta wizyta zwykłą nie była. Pojawiły się łzy w oczach, było trochę smuteczków i wspomnień. Puder zmarł w swojej budzie, jego ciało zostanie poddane utylizacji . Żałuję, że nie zobaczyłam go w dniu kiedy odszedł. Rozwiałoby to wiele naszych wątpliwości.
     Naszym głównym zadaniem było wysprzątanie zaległych odchodów i liści. Zgrabiliśmy wszystko, trochę wyrównaliśmy teren i poustawialiśmy budy tak aby znajdowały się w granicach kojców. Odkaziliśmy ziemię w miejscach gdzie nie stoją psy a przede wszystkim budę Pudra Większość prac wykonywaliśmy przy oświetleni jakie musieliśmy sobie zorganizować.
Już niedługo psy otrzymają przestronne  kojce, po których będą mogły swobodnie się poruszać.
Dziękuje Wszystkim, którzy mogli przyjechać i popracować. Dziękujemy wszystkim, którzy wyrazili swoje współczucie i ofiarowali inną pomoc w tej tak dla nas trudnej sytuacji. Sprawa Pudra jest nadal w toku.